- Cały czas o tym myślę. Jestem na emeryturze, ale chcę iść do pracy, bo zwariuję. Jedyne, czego pragnę, to poznać prawdę - mówi Władysław Wróbel, ojciec kobiety. W jego oczach pojawiają się łzy. - Grażynko, jeśli żyjesz, wróć.

1.

Borzęcin to niewielka miejscowość w województwie małopolskim. Zamieszkuje ją niespełna cztery tysiące osób. To wieś, jakich wiele w południowej Polsce: niewielkie centrum z urzędem gminy i kilkoma sklepami, kościół.

Trudno tu o pracę. Część osób dojeżdża do Bochni, Brzeska, Tarnowa. Za chlebem wyjeżdżają także za granicę. Podobnie jak Grażyna i Czesław.

2.

Poznali się w młodości. Ona z Borzęcina, on z położonego na skraju lasu przysiółka Wisowatki.

Przeglądamy rodzinne fotografie.

Zdjęcie pierwsze - 24 grudnia 2017 roku. Na nim trzy osoby. Grażyna ubrana w czarną, elegancką sukienkę. Tuż za nią obejmujący ją mąż - Czesław. Obok przy świątecznej choince syn, który w kwietniu skończy pięć lat.

Zdjęcie numer dwa. 7 kwietnia 2018, stadion piłkarski Brentford FC. Grażyna obejmuje swojego syna.

Zdjęcie trzecie - ostatnie. Wrzesień 2018 roku. Na fotografii sama Grażyna. Patrzy w obiektyw. Czarne włosy ma zaczesane na prawą stronę. Na twarzy mocny makijaż. Na szyi złoty łańcuszek.

3.

3 stycznia 2019 roku. Lotnisko w podkrakowskich Balicach. Grażyna Kuliszewska przylatuje do Krakowa z Londynu. Święta i Nowy Rok spędziła poza granicami Polski, podczas gdy jej mąż wraz z synem przyjechali do jego rodzinnego domu.

Z lotniska odbiera ją mąż. Najpierw jadą do notariusza, a następnie do rodziców Czesława. Grażyna odwiedza jeszcze swojego ojca, a potem wraca do domu. Tutaj ślad się urywa. Następnego dnia miała lecieć do Londynu, ale na lotnisko nie dotarła.

4.

Po co jechali do notariusza? Z naszych informacji wynika, że działka, na której stanął wspólny dom Grażyny i Czesława, należy do niej. Jak twierdzi jej ojciec, budowa rozpoczęła się jeszcze zanim córka wyszła za mąż.

Planowali podpisać u notariusza dokumenty, według których Czesław miałby nabyć prawa do nieruchomości. Do podpisania aktu notarialnego ostatecznie nie doszło.

Rozmawiamy o sprawie z Czesławem Kuliszewskim. Twierdzi, że Grażyna od dłuższego czasu domagała się, aby przekazał jej 15 tys. funtów. Męża zastanawiało, po co jej taka suma. "I tak nie zrozumiesz" - miała odpowiadać.

Czesław mówi, że niepokoił się, iż może to mieć związek ze złymi wynikami badań cytologicznych. - Mama Grażyny chorowała na raka. Żona też była w grupie ryzyka, musiała badać się regularnie - wspomina mężczyzna. Martwił się, że żona potrzebuje gotówki na leki. Mimo to zastanawiała go wysokość kwoty. Zdaniem Czesława żona zaproponowała, że w zamian za pieniądze przepisze nieruchomość na niego oraz syna. Według słów męża do transakcji nie doszło, ponieważ małżeństwo nie dostarczyło wymaganych dokumentów. Pieniądze, które miał przekazać żonie - według jego relacji - zniknęły razem z kobietą.

O zaginięciu Grażyny Kuliszewskiej rozmawiamy z jej mężem w ostatnich dniach kilkukrotnie. Twierdzi, że tworzą zgodną i szczęśliwą rodzinę.

5.

Jak opowiada Czesław, wieczorem chciał obejrzeć mecz, ale zauważył, że jego żona jest zdenerwowana. W pewnym momencie usłyszał jej krzyk i płacz ich syna.

- Poszliśmy do naszej sypialni i syn położył się między nami. Przestał płakać - opowiada. - Zasnąłem ok. 22.30. Kiedy wstałem rano, żony już nie było. Nie było też ubrań ani torebki, z którą przyjechała. Moja pierwsza myśl: poszła po bułki. Kiedy długo nie wracała, pomyślałem, że poszła do teścia. Zadzwoniłem, ale nie odebrał telefonu - relacjonuje.

- Przez aplikację Viber dostałem od niej wiadomość, że zobaczymy się w Londynie. Nie widziałem w tym nic podejrzanego. Dopiero wieczorem poleciałem do Anglii i zorientowałem się, że żony tam nie ma. Zawiadomiłem miejscową policję, a potem poprosiłem kuzyna, żeby zrobił to w Polsce - dodaje.

6.

Władysław Wróbel, ojciec Grażyny, wspomina, że 4 stycznia - dzień po odwiedzinach córki - przyjechał do niego jej mąż. - Posiedział chwilę, miał spuszczoną głowę. Nic nie mówił. Potem poszedł. O zaginięciu dowiedział się od drugiej córki - Marioli.

***

Udajemy się do domu rodzinnego Czesława. Jego rodzice są zmartwieni. Opowiadają o mnożących się plotkach dotyczących ich rodziny. Przyznają, że część z nich wywołuje ból.

Pytamy o sytuację z dnia zaginięcia. Jeden z naszych informatorów twierdzi, że przed domem rodziców Czesława doszło do kłótni pomiędzy ich synem i żoną. Ci jednak nie pamiętają takiego zdarzenia.

Mamę Czesława zastanawia jedno. Skoro jej syn dowiedział się o zaginięciu żony, to dlaczego nie przyjechał z Anglii, by jej szukać? Jednak szybko porzuca ten wątek. Ojciec wspomina z kolei rozmowę tuż po zaginięciu. Prosił syna, żeby powiedział mu, co się wydarzyło. Miał odpowiedzieć tylko: "tato, nic się nie martw, bądź spokojny".

7.

Dwa tygodnie po zaginięciu Grażyny na Facebooku pojawia się ogłoszenie. Za informacje na temat tego, co mogło stać się z kobietą, ktoś oferuje 100 tysięcy złotych. To Sardar - Kurd mieszkający na co dzień w Wielkiej Brytanii.

Odbyliśmy z nim kilka długich rozmów.

Na początku przedstawiał się jako przyjaciel Grażyny, mówił, że był tylko powiernikiem jej sekretów. To jemu żaliła się z problemów małżeńskich. Najpierw twierdził, że to właśnie przyjaźń była powodem, dla którego przeznaczył pieniądze na nagrodę.

Z naszych informacji wynika jednak, że Sardar i Grażyna w listopadzie zeszłego roku byli w Mediolanie. We Włoszech mieli też odwiedzić siostrę 34-latki, Mariolę.

Mężczyzna zapewnia, że nie był z Grażyną w Londynie podczas świąt Bożego Narodzenia. Po rozmowie z nami skasował ze swojego Facebooka informację o listopadowej podróży do Mediolanu.

8.

Jak ustaliliśmy, Kurd i 34-latka od dwóch lat mieli romans. Według naszych informacji mężczyzna liczył na to, że dla niego Grażyna odejdzie od męża i zamieszka razem z nim w londyńskim mieszkaniu. Kurd uważa, że Czesław nie mógł znieść myśli, iż jego syna mógłby wychowywać muzułmanin.

Jak opowiada, także przyjaciele 34-latki nie tolerowali jego obecności. Jednej z bliskich koleżanek Polki nie podobało się, że jest muzułmaninem i m.in. dlatego nie może pić alkoholu. Miała kiedyś napisać Grażynie, że to wstyd, że spotyka się z "ciapatym".

Mężczyzna o zaginięcie Grażyny oskarża Czesława.

Jego zdaniem Grażyna bała się przyjechać na święta. - Martwiła się, bo panu Władysławowi było przykro, że żadna z córek nie przyjechała do Polski na Boże Narodzenie. Ojciec Grażyny spędził wigilię z Czesławem Kuliszewskim, jego rodzicami i wnukiem.

Jak twierdzi Sardar, wielokrotnie namawiał Grażynę, żeby powiedziała ojcu, że się rozwodzi i boi się męża, ale nie chciała. Miała obiecać Czesławowi, że zachowa wszystko w tajemnicy. Sardar zapewnia, że ma dowody na to, iż Grażyna mimo wszystko przygotowywała dokumenty rozwodowe.

9.

Mąż Grażyny Kuliszewskiej twierdzi, że nie wiedział nic na temat jej romansu aż do czasu zaginięcia.

Czy tak było na pewno? Dotarliśmy do nagrania, na którym słychać kłótnię małżonków, a także widać pięcioletniego syna. Pokazujemy film przedstawicielom najbliższej rodziny kobiety. Potwierdzają, że głosy na nagraniu należą do Grażyny i Czesława.

Oto treść rozmowy:

Kobieta: P. (imię dziecka) tutaj chodzi do szkoły

Mężczyzna: (Fragment niewyraźny) A Ty mi powiesz, że to jest Twój dom? To Ci ryj obiję i tyle.

Kobieta: Co mi zrobisz? Co mi zrobisz?

Mężczyzna: Najpierw sprzedamy dom.

Kobieta: Co mi zrobisz? Co powiedziałeś?... P., co tam robisz?

Mężczyzna: Jesteś dz..ką i tyle.

Kobieta: Ileż można tego słuchać? Ty jesteś dzi....em, nie ja.

Mężczyzna: Jesteś dzi..ą, k...ą, sz...ą!

Kobieta: Co Ty opowiadasz?

Mężczyzna: Co no k...a, co? Rozbiję Ci zaraz tę szklankę k...a na mordzie!

Kobieta: Co Ty w ogóle do mnie gadasz?

Mężczyzna: Ty mnie chcesz k...a teraz wy....ać, czy co? Że co, bez k...a grosza zostanę? Przez k...a piętnaście lat szmato (fragment niewyraźny). Że Cię mogę zostawić z niczym.

***

Nagranie datowane jest na 21 listopada. Przekazaliśmy je policji.

Zapytaliśmy o nie także Czesława. Twierdzi, że był celowo prowokowany, a jego żona od początku planowała go nagrać.

10.

Dotarliśmy także do zrzutów ekranu, na których mają być SMS-y wysłane przez Grażynę tuż przed zaginięciem. Wynika z nich, że kobieta pisała do Sardara: "Położyłam syna do łóżka. Teraz idę do domu mojego ojca".

Treść tej wiadomości nie zgadza się z wersją wydarzeń przedstawioną przez jej męża.

Jak przekonuje detektyw Bartosz Weremczuk, który na zlecenie Czesława Kuliszewskiego bada sprawę zaginięcia 34-latki, najbardziej prawdopodobną hipotezą jest to, że kobieta samochodem wyjechała z Borzęcina. W zorganizowaniu ucieczki - jego zdaniem - mógł jej ktoś pomóc.

- Ustaliliśmy także, że niedawno Grażyna Kuliszewska wzięła pożyczkę na dużą kwotę w jednym z brytyjskich banków bez zgody męża. Do jej domu przesłano wezwanie do zapłaty - mówi Weremczuk. - Dodatkowo ustaliliśmy, że w lipcu ubiegłego roku zamówiła przez internet Koran - dodaje.

11.

Rozmawiamy z Mariolą Wróbel, siostrą Grażyny. Kobieta mieszka na co dzień we Włoszech, ale z siostry były ze sobą bardzo zżyte. Regularnie do siebie dzwoniły.

W historię ucieczki nie wierzy. Twierdzi, że gdyby tak się stało, wiedziałaby o tym.

12.

Połowa stycznia. Policjanci badają wariografem męża Grażyny Kuliszewskiej. Czesław jest zadowolony, choć nie poznaje wyników. Twierdzi, że podczas przepytywania mówił prawdę.

- Nie zabiłem żony - podkreśla.

13.

Ubiegła sobota, Borzęcin. Około 300 osób przeszukuje okoliczne lasy. Ochotnicy dzielą się na sześcioosobowe grupy. W akcji bierze udział także pies tropiący.

Poszukiwania zostały przeprowadzone pod nadzorem Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie we współpracy z policjantami z Brzeska, Urzędem Gminy w Borzęcinie, a także licznymi jednostkami OSP.

Grażyny Kuliszewskiej nie udało się odnaleźć.