O tej tragedii głośno było w całej Polsce. Doszło do niej w sierpniu 2017 roku. Kaja od kilku tygodni miała przebywać w Łodzi u swojego partnera. Para poznała się przypadkiem. Artur pomógł Kai kiedy została zaatakowana przez dwóch agresywnych mężczyzn. Kobieta ze swoim dwuletnim synkiem zamieszkała u Artura w mieszkaniu, które wynajmował na łódzkim Teofilowie.

Policjanci, mając informacje o zaginięciu kobiety, sprawdzili początkowo mieszkanie, w którym przebywała para, ale ponieważ w środku nikogo nie było, odjechali z miejsca. Dopiero 26 sierpnia w tym mieszkaniu, w wersalce, w pojemniku na pościel, znaleziono zwłoki Kai w stanie znacznego rozkładu. Jak się okazało dziewczyna została zabita kilkanaście dni wcześniej - w nocy z 14 na 15 sierpnia. Artur W. uciekł. Poszukiwano go listem gończym. Prokurator postawił mu zarzut zabójstwa.

Podczas przesłuchania zabójca przyznał się do winy. - Wyjaśnił, że w nocy z 14 na 15 sierpnia 2017 roku pomiędzy nim, a 20 – latką doszło do awantury. Mężczyzna wyszedł do sklepu nocnego po piwo. Po powrocie do domu sytuacja zaogniła się. Doszło do szarpaniny, podczas której mężczyzna zaczął dusić pokrzywdzoną. Kiedy kobieta przestała dawać oznaki życia ukrył jej ciało w wersalce. Po pewnym czasie, aby mieć pewność, że nie żyje, zakleił jej usta taśmą, związał sznurkiem nogi, a na głowę założył worek foliowy i związał go sznurkiem. Włożył ciało do wersalki, przykrył je kołdrą i położył na niej wiele przedmiotów. Na wersalce umieścił drugą kanapę - informuje prok. Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Artur W. zabrał z mieszkania synka Kai. Pojechał z chłopcem do Zduńskiej Woli, gdzie zostawił go u siostry ofiary. Mówił, że ona sama nie może się zająć dzieckiem, bo jest chora. Od tego momentu ukrywał się. Został zatrzymany na terenie województwa zachodniopomorskiego.

Artur W. był już wcześniej karany. Wyroki skazujące zapadły na terenie Wielkiej Brytanii i Niemiec. Synek Kai, który był w czasie morderstwa w domu i mógł widzieć ciało mamy, zgodnie z decyzją sądu jest pod opieką swojego ojca. 

Teraz oskarżonemu grozi dożywocie. Sąd wyłączył jawność rozprawy, więc proces będzie się toczył przy drzwiach zamkniętych.