Potwierdzają się więc zeznania znajomych zabójcy, że był on prawdziwym miłośnikiem broni białej. – Wiedział, że nóż trzeba przekręcić i wyciągnąć, żeby uszkodzić narządy – dla „Interwencji” w Polsacie relacjonował diler nożownika. Inny znajomy Stefana W. zapewniał, że śmierć i noże od dawna pasjonowały mordercę. – Nie pamiętam sytuacji, żeby nie miał noża przy sobie. To były noże wojskowe, czasami bagnet – usłyszeli reporterzy programu „Uwaga!” w TVN.

Na łamach „SE” dokładnie opisaliśmy broń, którą W. przebił serce Pawła Adamowicza. To nóż szturmowy Kandar KD6706, wzorowany na broni amerykańskich komandosów z czasów II wojny światowej. Głownia ma prawie 15 cm, grubość ostrza to 4 mm. Noże zabezpieczone w domu W. nie są ani odrobinę mniej niebezpieczne!

Jeden z nich, również nóż desantowy, jest bliźniaczo podobny. Dodatkowo ma piłkę, która służy do zadawania jeszcze większych obrażeń wewnętrznych. „Właściwości tnące i penetrujące w równowadze” – czytamy na stronie jednego z producentów. W domu W. zabezpieczono także dwie maczety: klasyczną długą, ale z piłką do cięcia oraz krótszą, typu kukri.

Kukri to broń biała pochodząca z Nepalu. Ma szerokie zastosowanie, od rąbania drewna i otwierania puszek po oprawianie zwierzyny i cięcie mięsa. Nie wiadomo czy Stefan W. używał tych noży, by atakować ludzi, ale na broni się zna. – Kiedy powiedział (jeszcze na scenie – przyp. red.), że zabił prezydenta, to byłem pewien, że go zabił – stwierdził znajomy bandyty. Nie bez powodu.