Nowe ustalenia prokuratury

Po przesłuchaniu pracownika feralnego escape roomu, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie ujawnia kolejne fakty.

Pechowypokój zagadek nie był zamknięty na klucz. Jednak od wewnętrznej strony,w drzwiach nie było klamki. By wydostać się z pomieszczenia, trzeba było odnaleźć właśnie ten brakujący element. Można było tego dokonać tylko po rozwikłaniu przygotowanych tam zagadek. Na tym miała polegać cała zabawa…

Ogień szybko się rozprzestrzeniał

Nastoletnie dziewczyny (Amelia, Karolina, Wiktoria, Małgosia i Julia)były w połowie rozwiązywania łamigłówki, zanim rozegrał się tam prawdziwy dramat.

Pożar, który wybuch za drzwiami escape roomu, szybko się rozprzestrzeniał.Uwięzione w pokoju nastolatki nie miały szans na ucieczkę. Pracownik Radosław D. chciał je ratować. Wystarczyło tylko szarpnąć za drzwi. Niestety ogień odciął mu drogę do 15-latek.


Brak wyjść ewakuacyjnych

Znajdujące się w pokoju okna były zasłonięte płytą regipsową, a od zewnątrz kratami. W pomieszczeniu panowała ciemność, co również było elementem zabawy. Escape room nie posiadał elektrycznego systemu otwierania zamka, który pozwoliłby na jego otworzenie (np. za pomocą pilota) w sytuacji zagrożenia – poinformował prokurator Gąsiorowski

Z ustaleń prokuratury wiemy, że escape room nie posiadał żadnych wyjść ewakuacyjnych. W budynku były tylko jedne drzwi wejściowe.Do wybuchu natomiast, nastąpiło poprzez rozszczelnienie się butli gazowej w piecyku, którym ogrzewano pomieszczenie. Śledczy muszą ustalić, kto ostatni ją montował. Podobno, czasami robił to pracownik firmy, która dostarczała nowe butle z gazem.

Komunikacja, która zawiodła

Radosław D. pracę w pokoju zagadek rozpoczął dopiero w grudniu 2018 roku. Miał przyjmować uczestników, wyjaśniać im zasady gry i wręczyć krótkofalówki. Za ich pomocą klienci mogli kontaktować się z pracownikiem przez cały czas trwania zabawy.

Gdy mężczyzna usłyszał dziwne odgłosy wydobywające się z butli gazowej. Próbował ją zakręcić. Niestety gaz nadal się ulatniał i w końcu doszło do wybuchu. Przez szalejący ogień, nie był w stanie uratować dziewczyn.

Płomienie były coraz większe i gdy zorientował się, że jest to bardzo duży pożar i nie będzie miał już dostępu do drzwi, które należałoby otworzyć, by dziewczęta mogły opuścić pomieszczenie, będąc poparzonym, odczuwając ból, wybiegł na zewnątrz, dobiegł do pierwszych osób, które przebywały na zewnątrz i krzyczał, by wzywano pomoc, straż pożarną – powiedział rzecznik prokuratury