- Autobus przewrócił się na bok. Po drodze skosiliśmy kilka latarni. Z przodu samochód wyglądał dobrze, ale z tyłu powyginały się krzesła - powiedziała w rozmowie z portalem kurierlubelski.pl pasażerka autobusu. Jej zdaniem kierowca jechał z bezpieczną prędkością i stracił panowanie nad pojazdem przez boczny podmuch wiatru.

- Nie bałam się, gdy spadaliśmy, ale wiedziałam, że muszę chronić głowę i szyję, ponieważ one najczęściej ulegają uszkodzeniom podczas wypadków - dodała. Gdy auto wypadło z drogi, "złapała się czegoś i mocno zapierała się nogami". - Kiedy się przewróciliśmy, potrąciła mnie kobieta. Ktoś rozciął sobie twarz, komuś leciała krew z ręki. Inna osoba wrzeszczała, że nie może oddychać - opisała sytuację.

Jak twierdzi, tylko jedna osoba miała zapięte pasy. Gdy inny pasażer próbował rozbić okno młotkiem, powstrzymywała go przed tym, by szkło nie spadło na ludzi. Służby miały pojawić się po 15 minutach.

Autobus jechał drogą S17 z Lublina. Na wysokości Garwolina wypadł z drogi i wjechał do rowu. Oficjalne przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Poszkodowanych zostało 12 osób. Ranni zostali przewiezieni do szpitali w Garwolinie i Otwocku.