Taka historia może przytrafić się każdemu z nas, nie każdy jednak w porę zda sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Dlatego Dominique Heath postanowiła upublicznić swoją historię. 27 grudnia jedno z jej dzieci zapchało ubikację papierem toaletowym. Heath myślała, że sprawę załatwi środek do udrożniania rur.

Akurat miała w szafce dwie butelki odpowiedniego preparatu. Zawartość obu wlała do toalety, ale po kilku godzinach, gdy dzieci już spały, zauważyła, że rura nadal jest zatkana. Jak wyjaśniła w swoim wpisie na Facebooku, nie chciała "brać kąpieli w takich warunkach", więc wlała do odpływu także trzy litry wybielacza.

Po chwili poczuła, że pali ją gardło i oczy. Przerażona wybiegła z łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi. Na niewiele to się jednak zdało. Gryzące opary wypełniły pozostałe pomieszczenia w mieszkaniu, a sytuacji nie poprawiło nawet otworzenie okien.

Heath pobiegła prosić o pomoc sąsiada i po naradzie postanowiła zadzwonić po straż pożarną. Jak podaje "BristolLive" po przybyciu na miejsce, strażacy ewakuowali cały budynek. Zagęszczenie trującego chloru było tak duże, że w celu przewietrzenia bloku, byli zmuszeni użyć specjalistycznego sprzętu.

Strażacy wyjaśnili Heath, że opary powstały na skutek zmieszania środka do odróżniania z wybielaczem. Tym sposobem powstał śmiertelnie trujący gaz, który wykorzystywano m.in. podczas ataków w Syrii.

Mieszkańcy mogli powrócić do swoich domów dopiero o 5:00 rano następnego dnia. Heath wyznała, że nigdy nie czuła się tak zawstydzona, dlatego postanowiła ostrzec innych przed niebezpieczeństwem.