Rosjanka Olga Kuldo nie będzie chyba dobrze wspominać tego urlopu. Z córką i mężem pojechała na wakacje do Grecji, a tego feralnego popołudnia rodzina spędzała czas nad morzem. Plan spokojnego opalania zmienił się jednak w mrożącą w krew w piersiach historię.

Rosjanka rozłożyła się na gumowym materacu i beztrosko opalała się przy samym brzegu. W pewnym momencie silny morski prąd zniósł ją bardzo daleko od brzegu - z tego miejsca nie mogła już sama dotrzeć do rodziny.

Olga była na morzu aż przez 21 godzin. Choć poszła tylko się opalać, nabawiła się groźnych poparzeń od słońca. Udało się ją uratować wyłącznie dzięki ekipie ratunkowej, która ściągnęła ją na brzeg morza.

A co z rodziną kobiety? Gdy mąż i córka po powrocie do hotelu zauważyli, że kobieta nie wróciła, natychmiast poinformowali wszelkie możliwe służby. Zaczęto szukać Rosjanki, jednak aż do późnej nocy nie udało się jej odnaleźć. Zakończono więc poszukiwania.

Dzień później przypadkowo kobietę zauważyła straż graniczna patrolująca granice ze względu na wzmożone nielegalne jej przekroczenia przez uchodźców. Było to aż 11 kilometrów od miejsca, w którym się opalała!

Jak to się stało, że kobieta nawet nie zauważyła, że jest tak daleko od brzegu i nie wzywała żadnej pomocy? Prawdopodobnie ze względu na relaksujące kołysanie fal kobieta zwyczajnie zasnęła i obudziła się dopiero, gdy już było za późno.

Olga natychmiast trafiła do szpitala. Cierpi na poważne wychłodzenie ciała i groźne poparzenia od słońca, dlatego też konieczna jest hospitalizacja. Życiu kobiety nie zagraża jednak realne niebezpieczeństwo.