Po nowemu

22 czerwca 2018 r. w życie weszła nowelizacja przepisów dotyczących zatrzymywania prawa jazdy. Powstała ona dzięki inicjatywie Rzecznika Praw Obywatelskich z 2015 r., decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 2016 r. i dobrej woli grupy senatorów, którzy stworzyli projekt nowelizacji prawa. Zgodnie z nowymi i obowiązującymi już przepisami nakaz zatrzymywania prawa jazdy za przekroczenie w terenie zabudowanym dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h lub przewożenie większej liczby osób, niż pozwala na to wpis w dowodzie rejestracyjnym, nie jest obowiązkowy. Policjant może odstąpić od tej sankcji jeśli uzna, że kierowca działał w stanie wyższej konieczności.

Jak przyznaje policja, do tej pory funkcjonariusze nie mieli wyjścia. W takim przypadku mogli zrezygnować z nakładania mandatu, ale nie wolno im było pozostawić kierowcy prawa jazdy. Wyjątkiem była sytuacja, kiedy kierowca poprosił napotkany patrol policji o asystę i dopiero pod taką "opieką" łamał przepisy. Teraz nie będzie to konieczne.

W razie zatrzymania wystarczy, że policjant stwierdzi stan wyższej konieczności, a prawo jazdy pozostanie w portfelu kierowcy. - W takim przypadku funkcjonariusz sporządzi jednak notatkę służbową i opisze przez radio sytuację dyżurnemu, a te rozmowy są nagrywane - informuje Wirtualną Polskę nadkom. Radosław Kobryś z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

- Jeśli jednak kierowca poinformuje policjanta o stanie wyższej konieczności, a policjant będzie miał wątpliwości, prawo jazdy zostanie z kierowcą, ale policja będzie prowadziła czynności wyjaśniające. Jeśli działanie w stanie wyższej konieczności się nie potwierdzi, policja nałoży mandat i wyśle staroście informację, a ten zawiesi uprawnienia kierowcy na trzy miesiące - dodaje nadkom. Radosław Kobryś.

Kiedy wyższa konieczność?

Stan wyższej konieczności występuje wtedy, gdy kierowca łamiąc przepisy, podejmuje próbę ratowania zdrowia lub życia. Może więc być to wiezienie do szpitala rodzącej kobiety, albo transport rannej osoby, która wymaga szybkiej pomocy lekarskiej. Taką sytuacją może być również zabranie jako ponadliczbowych pasażerów pieszych, którym zagraża pożar lasu albo burza z intensywnymi wyładowaniami.

Co jednak ważne, przepisy o stanie wyższej konieczności mówią, że taki stan występuje również wtedy, gdy ratujemy dobro, a więc mienie, o większym znaczeniu niż środek wykorzystany w celu jego ratowania. Członek ochotniczej straży pożarnej może więc przekroczyć prędkość, jadąc na wezwanie, choć nie wie czy podczas akcji będzie ratował życie i zdrowie, czy tylko mienie pogorzelców.

Wyjście awaryjne

Należy się spodziewać, że niektórzy kierowcy będą próbowali wykorzystać nowe przepisy, żeby uniknąć słusznej kary. Kiedy wyższa konieczność może zostać zakwestionowana? Oto kilka przykładów, w których sądy odmówiły usprawiedliwienia tłumaczących się w ten sposób kierowców.

W 2013 r. sąd w Lublinie nie uznał argumentacji kierowcy, który twierdził, że prowadził samochód mimo stanu nietrzeźwości, by nieść pomoc choremu dziecku. W 2016 r. sąd w Łukowie nie uwierzył w tłumaczenia kierowcy przyłapanego na prowadzeniu po spożyciu alkoholem. Przed sądem wyjaśniał on, że ze względu na stan zdrowia musiał on zażyć sześć tabletek i popił je piwem.

W 2014 r. przed olsztyńskim sądem kierowca tłumaczył się z wyprzedzania na skrzyżowaniu i przejściu dla pieszych tym, że musiał wyprzedzić jadący przed nim pojazd, którego kierowca dziwnie się zachowywał i stwarzał zagrożenie. Sąd uznał, że wystarczyło, by kierowca się zatrzymał. W 2016 r. sąd w Gliwicach nie uwierzył kierowcy, który tłumaczył się z postoju w miejscu, gdzie jest to zakazane, koniecznością udzielenia pomocy dziecku, które zimą długo przebywało poza domem i miało objawy hipotermii. Jak zauważył sąd, w takiej sytuacji kierowca powinien udać się do szpitala, nie zaś do restauracji.

W 2017 r. przed poznańskim sądem odpowiadała kobieta, która postój na „kopercie” przy stacji paliw tłumaczyła nagłą utratą przytomności syna, z którym podróżowała. Zapis monitoringu udowodnił jednak, że kobieta nie wzywała pomocy; zamiast tego czekała w kolejce po hot doga. W 2016 r. łódzki sąd odrzucił tłumaczenie kierowcy, który znacznie przekroczył dopuszczalną prędkość, by - jak wyjaśniał - zawieźć żonę do szpitala. Powodem miały być dolegliwości związane z miesiączką.

Nowe przepisy naprawiają niedoskonałe prawo wprowadzone w 2015 r. Trzeba jednak liczyć się z tym, że kierowcy chętnie będą próbowali wytłumaczyć się z wykroczeń i uniknąć zatrzymania prawa jazdy, powołując się na stan wyższej konieczności. Odróżnienie takich przypadków od rzeczywistych sytuacji zagrożenia może okazać się dla policji czasochłonnym problemem.