Za takie pieniądze Michael mógł oczywiście przeżyć godnie całe swoje życie. Nawet, pomijając zwyczajne oprocentowanie, mógłby sobie samemu wypłacać pensję 10 tysięcy funtów miesięcznie i starczyłoby mu na 81 lat życia, czyli do setnych urodzin. Tuż po wygranej Michael, który wychowywał się w robotniczej rodzinie, zapewnił, że zamierza żyć skromnie, a jedynym większym wydatkiem, jaki planuje, jest dom z trzema sypialniami nad jeziorem, bo uwielbia łowić ryby.

Już parę miesięcy później, zdecydował się zainwestować milion funtów w Glasgow Rangers, klub piłkarski, który w perspektywie 10 późniejszych lat najpierw znalazł się na krawędzi bankructwa, a później zbankrutował.

Szybko w mediach zaczęły pojawiać się informacje o tym, że zaczął trwonić wygraną, a ze względu na zachowanie i otoczenie, w którym przebywał, został okrzyknięty królem chavsów (ang. stereotypowa niska klasa społeczna, charakteryzująca się bezczelnym, chuligańskim, prymitywnym zachowaniem).

Michael wspomina, że potrafił wydać 2 tysiące dolarów dziennie na kokainę i codziennie sypiał z inną prostytutką. W czerwcu 2005 roku policja zatrzymała go, gdy po pijanemu katapultował metalowe kule ze swojego Mercedesa, w rezultacie czego rozbił 32 samochody na ulicy, na której mieszkał.

Gdy w lutym 2006 roku został skazany na 9 miesięcy za udział w bójce, sąd oświadczył, że od 1997 roku miał na swoim koncie ponad 40 podobnych wykroczeń. Już wtedy, 4 lata po wygranej, BBC ogłosiła, że jest prawie kompletnie spłukany, a swoją fortunę przepuścił na narkotyki i przyjęcia, wyprawiane z przypadkowo spotykanymi ludźmi. Dużo pienęedzy rozdał też swoim "znajomym", a po milionie funtów dał matce i siostrze.

Podobno został też oszukany przez osoby, które miały "pomagać mu" w zarządzaniu funduszami.

Gdy pieniądze z regularnego konta skończyły się, okazało się, że wypłacenie funduszy z kont inwestycyjnych wiąże się z wielkimi karami finansowymi.

Z drugiej strony przegrał 1 milion funtów w kasynach i wydał 400 tysięcy funtów na samochody, które później rozbite pod wpływem środków odurzających niszczały przed porzuconą posiadłością.

Kompletnie zdewastowany dom był zmuszony sprzedać o 600 tysięcy funtów taniej, niż go parę lat wcześniej kupił.

Nie ominął też innego rodzaju problemów. Miał między innymi zapłacić 130 tysięcy funtów okupu szantażystom, którzy grozili jego rodzinie.

W 2010 roku rozpoczął pracę w charakterze operatora śmieciarki za około 1 tysiąca funtów miesięcznie. Jego wygrana sprzed 8 lat pozwolała na wypłacanie sobie samemu renty przez kolejne 800 lat, ale Mickey stwierdził w rozmowie z bulwarówką, że "niczego nie żałuje". Udało mu się też odzyskać kontakt z synem.

Myślicie, że jego historia jest odosobniona? Badania przeprowadzane przez psychologów dowodzą, że wbrew powszechnemu przekonaniu zwycięzcy dużych sum na loteriach wcale nie są szczęśliwsi od ludzi, którzy nie mają za sobą doświadczenia.

Źródło: viralka.pl