Asteroida wybuchła tuż nad ziemią (Youtube.com)

2018 LA (wcześniej błędnie określona jako ZLAF9B2) miała zaledwie 4 metry średnicy. Po raz pierwszy zaobserwowano ją dopiero tuż przed zderzeniem, w obserwatorium Catalina Sky Survey w Arizonie.

Co prawda udało się ustalić, gdzie uderzy asteroida, ale nie starczyło czasu, żeby zareagować. Na szczęście obiekt był niewielkich rozmiarów, więc nie był w stanie stworzyć zagrożenia dla ludzi. "To już drugi raz, kiedy lokalizacja uderzenia została przewidziana jeszcze godziny przed uderzeniem" - podaje w raporcie Paul Chodas, kierownik NASA CNEOS, agencji kosmicznej odpowiedzialnej za badania nad obiektami przemierzającymi przestrzeń kosmiczną blisko Ziemi.

Uderzenie asteroidy udało się nagrać na kamerze internetowej umieszczonej w RPA. Może się wydawać, że skała uderza o grunt i wybucha, ale tak naprawdę eksploduje w atmosferze i znika za horyzontem. Eksperci z NASA twierdzą, że rozpadła się kilka lub kilkanaście kilometrów nad powierzchnią, wchodząc w atmosferę z prędkością 17 kilometrów na sekundę. Całe zdarzenie miało miejsce w sobotę 2 czerwca o 18:44 polskiego czasu.

Oddział NASA odpowiedzialny za obserwacje NEO, czyli obiektów bliskich Ziemi, tłumaczy swoje niedopatrzenie. Naukowcy twierdzą, że obiekt był mniejszy niż te, które mają wykrywać. Tak niewielka asteroida nie stwarza zagrożenia, więc naukowcy nie marnują czasu na ich wykrywanie.