Powód? – Chciał się zemścić na Igorze za sytuację ze stacji benzynowej – mówi Faktowi jeden ze znajomych Igora, który w 2013 roku widział interwencję Adama W. W nocy z 13 na 14 czerwca czerwca obaj mężczyźni wracając z imprezy odwiedzili stację benzynową przy Grabiszyńskiej i Hallera we Wrocławiu. W pewnym momencie, Stachowiak wszedł za ladę i nie chciał wyjść.

Po kilku minutach obsługa sklepu wezwała ochroniarzy i policję. Na stacji pojawił się W. oraz drugi funkcjonariusz. – Po krótkiej wymianie zdań zaczęli go okładać już na stacji. Prosiłem żeby go zostawili, ale ochroniarze przyblokowali i nie mogłem podejść do Igora – wspomina znajomy chłopaka. W końcu Stachowiak został zabrany na komisariat, ale zanim tam dotarł został dotkliwie pobity.

– Opowiedział mi na drugi dzień, że wywieźli go na Dworzec Świebodzki. Tam kopali, bili po twarzy a na koniec go obsikali – opowiada nasz rozmówca. Po tej skandalicznej interwencji Stachowiak złożył doniesienie w prokuraturze. – Policjant raził mnie prądem. Miał latarkę w której był paralizator. (...) Jeden z nich, większy bił mnie książką w twarz i kopał mnie w tors – opowiedział w prokuraturze.

Niemal natychmiast ruszyło śledztwo, ale nie wiedzieć czemu nie przesłuchano w nim naszego rozmówcy. Wersję wydarzeń, którą przedstawił Igor potwierdziła m.in. obdukcja wykonana przez lekarza medycyny sądowej. Dziś w aktach sprawy brakuje jednej bardzo ważnej strony z tej obdukcji opisującej obrażenia Stachowiaka!

Po kilku miesiącach sprawa została umorzona, a Adam W. odetchnął. W czerwcu 2016 roku przeszedł z policji do żandarmerii wojskowej. Decyzję o zwolnieniu ze służby, ówczesny komendant miejski policji Arkadiusz Małecki (odwołano go po materiale Superwizjera) podpisał dwa dni po śmierci Stachowiaka...