20 kwietnia w mediach pojawiła się informacja o śmierci Tima Berglinga, znanego szerszej publiczności jako DJ Avicii. - Został znaleziony martwy w Maskacie w Omanie, w piątek po południu czasu lokalnego, 20 kwietnia. Rodzina jest zdruzgotana i prosimy wszystkich, aby uszanowali potrzebę prywatności w tym trudnym czasie. Żadne dalsze oświadczenia nie będą przekazywane - powiedziała w swoim oświadczeniu jego menagerka Diana Baron.

Nie wiadomo wciąż, co było przyczyną śmierci. Brakuje jakichkolwiek informacji na temat tego, co robił w ostatnich dniach. Ostatnie zdjęcia, jakie opublikował na swoim profilu na Instagramie, zrobił na początku kwietnia jeszcze w Kalifornii. To właśnie pod tymi ostatnimi zdjęciami dziś pojawia się najwięcej kondolencji. – Nigdy cię nie zapomnimy – piszą fani.


????????It’s always sunny in California????????

Post udostępniony przez  Avicii (@avicii)

Ale w sieci nie brakuje zdjęć z Omanu, do których pozował razem z fanami. Trzy dni przed śmiercią muzyk pozował do pamiątkowego zdjęcia, które opublikowali właściciele hotelu w Maskacie. - Dziękujemy, że odwiedziłeś Muscat Hills Resort. Mamy nadzieję, że dobrze się u nas czułeś - pisali pod fotografią.

Jedna z fanek opublikowała też selfie zrobione z muzykiem w stolicy Omanu. – Nie mogę uwierzyć, że spotkałam go raptem 6 dni temu. Był zbyt młody, by odjeść – pisze Kelly Lee Brock.

Avicii zmagał się z problemami zdrowotnymi. W przeszłości cierpiał na ostre zapalenie trzustki, częściowo z powodu nadmiernego picia alkoholu. Po wycięciu woreczka żółciowego oraz wyrostka robaczkowego w 2014 r. odwołał serię występów, próbując odzyskać siły. W 2016 r. zapowiedział, że wyrusza na swoją ostatnią trasę koncertową, a później skupi się na tworzeniu muzyki w studiu. W wywiadzie dla "The Hollywood Reporter" wyznał, że rezygnuje z koncertowania również ze względu na swoją kondycję psychiczną.