Pierwszy tydzień z życia na wolności Tomasza Komendy pokazał program "Super Wizjer". - Kiedy zaczęli mnie katować policjanci, wtedy poczułem, że jestem w naprawdę złej sytuacji - opowiada. - Kiedy zamknęły się za mną drzwi zakładu karnego poczułem się, jakbym szedł na egzekucję - wspomina.

Tomasz Komenda został w 2004 roku skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo i gwałt. Odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. Prokuratura, która w 2017 roku, na wniosek rodziców ofiary, wznowiła postępowanie w sprawie jej śmierci i brutalnego zgwałcenia, uważa, że skierowanie przeciwko Komendzie aktu oskarżenia było bezzasadne.

Teraz sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z odbywania kary. Prokurator, który zdecydował o zatrzymaniu Tomasza Komendy nie poczuwa się do winy. Sędzia, który go skazywał, mimo niejednoznacznych dowodów, nie miał wątpliwości, że jest winny.

- Jak trafiłem do aresztu, musiałem poznać zasady. Kto ich nie znał, ponosił kary. Jak postawiłem gołą stopę na podłogę, współosadzeni przygotowywali czajnik wrzątku i lali mi na stopy - opowiada Tomek. - To był rodzaj nauczki. Byłem uznawany za pedofila i to nie tylko przez osadzonych. Także wychowawca, oddziałowi pluli w moją stronę. Musiałem się z tym godzić - mówi.

- Mimo to, że nie jestem wierzący miałem ze sobą zdjęcie papieża Jana Pawła II - opowiada. - Każdej nocy do niego mówiłem. To on sprawił, że mi uwierzyli, że mnie wypuścili - mówi. Pierwszym większym celem Tomasza jest odwiedzić Rzym. - Pojadę na cmentarz do papieża i mu podziękuję - zapewnia.

Pierwszy telefon

- Jestem zwykłym, wolnym człowiekiem - mówi. - Jak to przeżyć? - zadaje pytanie.
Kilka dni po opuszczeniu zakładu karnego Tomasz otrzymał w prezencie od dziennikarza telefon komórkowy. Połączenie ze swojego pierwszego telefonu komórkowego wykonał do mamy.

Cudem przeżył 18 lat

Nim został skazany Tomasz chciał popełnić samobójstwo. - To jest horror - opowiada. - Człowiek ze słabą psychiką nie da rady, nie z takimi zarzutami. Wytrzymałem tylko dzięki mojej rodzinie, ich wsparciu - mówi.

Mężczyzna z wielką niechęcią wspomina więzienną pryczę. - Ten kto nie przespał choćby dwóch nocy na pryczy nie zrozumie tego. Człowiek wstaje i jest cały poobijany. Brudno, robaki chodzą. Szok, no szok - mówi.

- Mama najgorzej to wszystko zniosła - wspomina. - Ale nie poddajemy się. Musimy walczyć. Czas pokaże co dalej - mówi.

"Nic nie wynagrodzi Panu Tomaszowi Komendzie cierpień, jakich doznał"

- O tym, że jest szansa na opuszczenie zakładu wiedziałem od pół roku - opowiada Tomasz w programie. - Ale tam się nie liczy dni. Każdy jest taki sam: szary, smutny, przygnębiony. W kryminale nie ma kolegów, nie ma przyjaciół. Byłem sam - wspomina.

Mężczyzna jednak nie jest jeszcze w stanie o wszystkim opowiadać.

W czwartek 29 marca premier Morawiecki zdecydował o przyznaniu Tomaszowi renty specjalnej, do czasu aż uzyska odszkodowanie w sądzie.

- 22 marca (czwartek) 2018 roku, Tomaszowi K. została udzielona decyzją zawodowego kuratora sądowego pomoc postpenitencjarna w formie bonów towarowo-żywnościowych - informował wówczas Wirtualną Polskę Joanna Podwin z biura rzecznika prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Jak dodała, "dotychczas udzielona pomoc miała charakter doraźny".