Ksiądz Marcin Ł. (28 l.) ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Drohiczynie (woj. podlaskie). Święcenia odebrał latem 2016 r. i wkrótce potem został wikariuszem w parafii pw. św. Andrzeja Apostoła w Wyszkach. Uczył też religii w miejscowej szkole.

- Przyjemny, miły, po prostu ludzki. Trudno uwierzyć, że mógł zrobić coś tak potwornego - mówi jedna z parafianek.

Do gwałtów miało dochodzić w maju i czerwcu ub.r. Już wtedy pełnomocnik prawny drohiczyńskiej kurii diecezjalnej zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez odrażającego wikariusza.

- Ksiądz Marcin wtedy nagle zniknął, bo podobno był ciężko chory. Ale dziwiło nas, że proboszcz nie modli się o jego zdrowie - opowiada parafianka.

Rychło wyszło na jaw, że powodem zniknięcia wikariusza nie była choroba. Po prostu decyzją biskupa młody ksiądz został odsunięty od funkcji kapłańskich i umieszczony w odosobnieniu w klasztorze.

Postępowanie w tej szokującej sprawie przez osiem miesięcy prowadziła Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Śledczy ustalili, że wikariusz trzykrotnie zwabiał nastolatkę na plebanię, zamykał drzwi na klucz, rozbierał ją i gwałcił. Ksiądz usłyszał już zarzuty i wkrótce odpowie przed sądem. W parafii nie brakuje jednak głosów, że to nastolatka sama prowokowała duchownego. - Nie bronię księdza, ale krew nie woda, a taka małolata potrafi być bardzo wyzywająca - mówi jeden z parafian.