- To była spontaniczna decyzja. Arek był zachwycony, dla niego ten "spacer" i tak był zbyt krótki - mówi mama chłopca. 

Tłumaczy, że od urodzenia robi wszystko, żeby syn nie czuł się gorszy od zdrowych rówieśników.  Drogę do Morskiego Oka i z powrotem pokonali 28 grudnia. Kilka dni później o sprawie zrobiło się głośno w sieci - za sprawą jednego z serwisów zrzeszającego miłośników Tatr. 

"Arek ma 5 lat i siłę ducha, której pozazdrościć mu może pewnie 99 procent osób czytających ten post. Kilka dni temu dojechał nad Morskie Oko, ale w trochę inny sposób niż setki turystów każdego dnia" - można przeczytać we wpisie, który polubiło już ponad 30 tys. osób. 

Oto Arek. Arek ma 5 lat i siłę ducha, której pozazdrościć mu może pewnie 99% osób czytających ten post. Kilka dni temu...

Opublikowany przez Tatromaniak na 2 stycznia 2018

Wśród internautów, do których dotarł wyczyn pięciolatka, był prezes PZPN, Zbigniew Boniek, który za pośrednictwem Twittera zaprosił chłopca na mecz reprezentacji Polski. 

"Zawstydził turystów" 

Osiągnięcie chłopca przez wielu internautów wiązane jest z głośną sprawą turystów, których nad Morskim Okiem zastał zmrok. Dzwonili oni po pomoc służb. Ostatecznie - w asyście policji, która oświecała asfaltową drogę - musieli pieszo zejść na dół. 

"Chłopiec pokazał, co to hart ducha. Nie można było lepiej ośmieszyć ludzi, którzy robili aferę bo byli zaskoczeni, że po zmroku jest ciemno" - pisze Bartłomiej (pisownia oryginalna - red.). 

"Brawo dla tego chłopca! Nie rozumiem zdrowych młodych ludzi którzy korzystają z 'lekkiego' wjazdu. Widząc latem czy jesienią te padające konie, serce boli. To też jest żywe stworzenie które cały dzień 'kursują' z góry na dół żeby wozić tych wszystkich leniwych zdrowych ludzi!" - dodaje Michalina. 

Możesz wszystko

Rodzice chłopca odcinają się od tego typu komentarzy. Podkreślają, że nie chcieli nikogo zawstydzać. 

- Od zawsze chcieliśmy go otwierać na świat. Pokazywać, że wszystko jest możliwe - mówi Marzena, matka chłopca. 

Rodzice wraz z wózkiem wyruszyli do Morskiego Oka po godzinie 10. 

- Niemal całą tę drogę pokonaliśmy, pchając wózek pod górkę. Niby droga asfaltowa, bez żadnych przygód, to jednak wymaga trochę energii i zaangażowania od spacerowicza - opowiada pani Marzena. 

Spacer trwał dwie i pół godziny. Rodzina na górze była o 12. 

- Arek podziwiał piękno natury do 14. Potem ruszyliśmy w drogę powrotną, żeby nie iść po ciemku - tłumaczy matka chłopca. 

Pięciolatek chodzi do przedszkola, uwielbia bawić się w policjanta. Piłką nożną jeszcze nie zdążył się zainteresować, ale być może zmieni to wyjazd na mecz kadry. 

- Osobiście rozmawiałam ze Zbigniewem Bońkiem. Mecz obejrzymy jeszcze przed wyjazdem piłkarzy na mundial. Myślę, że do tego czasu Arek zdąży zakochać się w tym sporcie