Ksiądz Andrzej Witko o Annie Jantar pisał już kilka lat temu w "Tygodniku Katolickim Niedziela". Wówczas wspominał, że w szpitalu sugerowano piosenkarce, by usunęła ciążę. Ostatecznie nie doszło do aborcji, bo dzięki modlitwom Jantar i jej męża Jarosława Kukulskiego, choroba ustąpiła.

- Gdy cieszyła się, że nosi pod sercem długo oczekiwane dziecko, radość macierzyństwa wystawiona została na potężną próbę wiary. Ania zachorowała i okazało się, że to zatrucie ciążowe, przez co nie mogła przyjmować jakichkolwiek pokarmów, gdyż natychmiast dostawała torsji. Lekarz orzekł wówczas, że dziecko nie ma szans na przeżycie i trzeba ratować matkę, przeprowadzając aborcję. Ania wraz z Mężem, całą noc płacząc, modliła się o cud, zawierzając swe losy Bożemu Miłosierdziu. Rano zdecydowała, że cokolwiek miałoby się stać, nie pojedzie w tym dniu do kliniki. Wówczas poczuła silny głód i poprosiła o rosół… Kilka miesięcy później szczęśliwie przyszła na świat Natalia, która stała się największą miłością jej życia - pisał wtedy ks. Witko.

Teraz duchowny wyjawił coś, o czym wiedziała tylko garstka osób. Anna Jantar w chwili śmierci w katastrofie samolotu, miała w ręku różaniec. 

- Wzruszający i pełen głębokiej wymowy jest fakt, przez lekarza medycyny sądowej, że w chwili przejścia do wieczności, w momencie katastrofy lotniczej, trzymała zaciśnięty w swojej dłoni mały różaniec, który zawsze nosiła ze sobą - cytuje słowa księdza magazyn "Dobry Tydzień".