Według rosyjskiego dziennika "Komsomolskaja Prawda", do zdarzenia miało dojść 25 grudnia. 40-letnia nauczycielka będąca w siódmym miesiącu ciąży miała wziąć tabletki, wywołujące przedwczesny poród. Dziecko urodziła w szkolnej toalecie. W wyniku silnego krwawienia straciła przytomność, wezwano karetkę.

Przeszukano całą szkołę, ale dziecka nie odnaleziono. Okazało się, że kobieta miała je ze sobą w szpitalu - w torbie. Noworodek nie żył. Teraz sekcja zwłok ma wykazać, czy dziecko już urodziło się martwe czy też zmarło po porodzie.

Kobieta wychowuje już trójkę dzieci. Jak donoszą rosyjskie media, czwartą ciążę starała się ukrywać. Nie wiadomo, dlaczego zdecydowała się na tak desperacki krok.