• Dorota Welman nie podałaby ręki politykom, bo - jak mówi - to jest grupa, której nie brała nawet pod uwagę, kiedy rozmawiała o przyzwoitości
  • Dziennikarka uważa, że czasami trzeba podjąć bardzo radykalne środki, żeby zachować godność, postawę, moralność
  • Welman twierdzi, że dzisiaj, jak nigdy wcześniej, trzeba się umieć zachować, a pytanie o przyzwoitość wobec różnych zagrożeń, które czyhają, także ze strony polityków, jest pytaniem uzasadnionym

Rodzice chowali mnie w sposób przyzwoity, byli bardzo przyzwoitymi ludźmi. Mieli niezwykłą spójność między tym, co mówili i co robili. Moi rodzice byli porządnymi ludźmi, a wtedy, w tamtych czasach, to nie było łatwe. Byli ludźmi, którzy nie wstąpili do partii, nie byli karierowiczami, stawali w obronie innych. Jak widzisz kogoś takiego i wychowujesz się w takim domu, trudno, żeby z niego wyszedł inny człowiek. To z domu wyniosłam wiedzę, jak należy się zachowywać, jaki mieć stosunek do innych ludzi, jak mieć oczy otwarte na potrzeby słabszych, potrzebujących. To był dom w którym pomagało się innym ludziom, dom otwarty i tolerancyjny. Przyzwoitość wyniosłam z domu. To moje dziedzictwo.

A jak uczyłaś tej przyzwoitości swojego syna?

Kuba już jest dorosłym człowiekiem i rzeczywiście nauczony jest przyzwoitości. Starałam się zwyczajnie robić to samo, co moi rodzice, czyli zachowywać się porządnie. On widział postawy, które były dla niego przykładem, jak należy zachować się wobec innych ludzi, trzymać własnych zasad i nie naginać ich do sytuacji - bo tak wygodniej.

Myślę, że Kuba ma własny, mocny kręgosłup moralny. Łączy nas rozmowa, rozmawiamy na różne tematy: jak warto się zachować, czemu coś nie jest przyzwoite, dlaczego warto być odważnym, jak dyskutować z innymi ludźmi, żeby ich nie upokarzać. Zresztą myślę, że największym błędem współczesnego rodzicielstwa jest brak rozmowy z dzieckiem, więc te nasze rozmowy z synem musiały przełożyć się w jego głowie na przemyślenia, uformowanie własnych poglądów. Na przykład, nigdy w życiu nie wsiadłby po alkoholu do samochodu. Gdyby przyszło mu wypić szklankę piwa lub kieliszek wina, nigdy by tego nie zrobił. I nie musiałam moralizować. To jest rzecz niepodważalna, przyzwoity człowiek nie jeździ po mieście po pijaku, żeby zabić innych ludzi. Przykład może prozaiczny, ale przyzwoitość musi objawiać się we wszystkich obszarach naszego życia.

Dzisiaj ta przyzwoitość jest szczególnie niewygodna, zwłaszcza kiedy jesteśmy tak podzieleni. W dalszym ciągu podzieleni dla dobra Polski i nas samych. Jak odróżnić przyzwoitego człowieka od populisty?

Przede wszystkim patrzę, czy ktoś mówi i robi to samo. Ta spójność jest dla mnie bardzo ważna, jak i wierność sobie. Nie znoszę ludzi którzy są chorągiewkami. Zawieje w lewo - pójdę w lewo, zawieję w prawo - będę głosił prawicowe poglądy. Jak przyglądam się osobom, które są w stanie tak się zmienić dla własnych, koniunkturalnych celów, to na ich widok robi mi się niedobrze. A jak ktoś mówi, że robi coś, bo już jest stary i nie ma dla niego innej perspektywy zawodowej, dlatego podpisuje się pod kłamstwami, to mi ręce opadają do samej ziemi. Czasami trzeba podjąć bardzo radykalne środki, żeby zachować godność, postawę, moralność. Właściwie postawa świni nie da się wytłumaczyć niczym. Tak więc sprawdzam spójność postawy z czynami i wtedy łatwo poznać tych, co są jak plastelina w rękach polityków , demagogów i manipulantów. Nie możemy ukraść walizki pieniędzy i usprawiedliwiać fakt tym, że się po nią nikt nie zgłosił. Albo znaleźć czyjś portfel i uznać, że jeśli nikt go nie szukał, to można go przywłaszczyć. Jest tysiąc rozwiązań, żeby zachować się przyzwoicie. Nie trzeba myśleć tylko o własnej wygodzie i komforcie. Bo trzeba się bardzo starać, żeby na przykład nie odwracać oczu, kiedy ktoś leży na ulicy. Na pewno jest pijany - już to sobie założyliśmy, prawda? Udawać, że nie widzimy w autobusie, że ktoś kogoś bije lub popycha, a wokół pięćdziesięciu pasażerów i wszyscy patrzą w okno. Na jakim świecie my żyjemy? Ostatnio zdarzyła mi się taka sytuacja na ulicy Puławskiej, gdzie jest przystanek przy parku Dreszera. Na tym przystanku stało bardzo dużo ludzi, a na ławce leżała dziewczyna z twarzą skierowaną w stronę ziemi. Była dobrze ubrana, z boku zwisała torba. Obok stali ludzie, rozmawiali przez telefon, palili papierosy, czekali na autobus. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. Jechałam służbowym samochodem, poprosiłam pana, żeby zawrócił. Okazało się, że pani miała zapaść cukrzycową. Dwudziestolatka. Dobrze się stało, że nikt jej nie skrzywdził, nie okradł, poza tym jeszcze chwila, a by się to zwyczajnie źle skończyło. Trzeba było wezwać karetkę, poprosiłam dwie osoby o pomoc. A przecież każdy z nas może być w takiej sytuacji! Nie chciałabym się znaleźć na ulicy mając świadomość, że nikt nie zareaguje…

Mówiłyśmy o trudnych czasach, które przyszły dla przyzwoitości. Ty specjalnie z tą książką… kij w mrowisko?

Tak, pewnie! Dzisiaj, jak nigdy wcześniej, trzeba się umieć zachować. Dzisiaj pytanie o przyzwoitość wobec różnych zagrożeń, które czyhają, także ze strony polityków, jest pytaniem uzasadnionym. Sytuacje, w których się znajdziemy, będą zmuszały nas do wyborów moralnych. Trzeba siebie pytać - co ja wtedy zrobię…

Jakim kluczem wybierałaś bohaterów do tych rozmów?

To są zazwyczaj ludzie dojrzali, którzy mają za sobą bagaż doświadczeń życiowych, ludzie kontrowersyjni, często o skrajnych poglądach. Są tam pomieszane obozy polityczne. Stąd też ojciec Paweł Gużyński, dominikanin, filozof i historyk religii Zbigniew Mikołejko. Szukałam ludzi, których sama chciałam zapytać o przyzwoitość, których lubię i szanuję, którzy mnie interesują i chcę wiedzieć, jaka jest ich postawa.

Zapytałaś Karolinę Korwin-Piotrowską komu nie podałaby ręki. A ty komu dzisiaj nie podałabyś ręki?

Politykom. To jest grupa, której nie brałam nawet pod uwagę, kiedy się rozmawia o przyzwoitości. W swoim otoczeniu też mam takie osoby, którym ręki nie podaję, bo w różnych sytuacjach zachowały się tak obrzydliwie, że ten cudowny gest podania ręki w ogóle nie wchodzi w rachubę.

Gdybyś w ślad za swoją książką miała przygotować kampanię społeczną o przyzwoitości, kogo poprosiłabyś do jej ambasadorowania?

Trudne pytanie zadałaś, szczególnie w czasach kiedy udupiliśmy, zalaliśmy gównem wszystkie autorytety. Pogrążyliśmy w obrzydliwych opiniach nawet tych, którzy wydawaliby się nietykalni: profesor Władysław Bartoszewski, Jacek Kuroń, tych, którzy już nie żyją i nie są w stanie się bronić. Ich też oblewamy pomyjami. Na pewno poprosiłabym siostrę Chmielewską, Jurka Owsiaka. Poprosiłabym Papieża Franciszka, bo uważam go za bardzo przyzwoitego, cudownego człowieka. To też przecież jedna z tych postaci, którą się lekceważy i niszczy, a człowiek ten idzie najbardziej przyzwoitą drogą w kościele, jaką mogłabym sobie wymarzyć…


Źródło: onet.pl