Sytuacja miała miejsce w domu pogrzebowym Hillside Chapel w Cincinatti. Jak informuje metro.co.uk na szczęście nikomu nic się nie stało, ponieważ budynek był przygotowany na podobne scenariusze i z założenia był odporny na ogień. Ucierpiały jedynie rzeczy znajdujące się w pobliżu pieca. Wstępnie straty oszacowano na 30 tys. dolarów. 

Okazuje się, że to coraz bardziej powszechny problem. Krematoria na całym świecie zmagają się ze zbyt otyłymi zwłokami. Dokładnie chodzi o ilość tkanki tłuszczowej, znajdującej się w organizmie. W trakcie spalania ciała, tłuszcz w nim zawarty, znacznie podwyższa temperaturę, a w skrajnych przypadkach powoduje przekroczenie dopuszczalnej normy. Zwłoki osoby otyłej palą się zdecydowanie dłużej. Przeciętnie spalenie ciała zajmuje ok. 3 godziny, u człowieka ważącego 300 kg trzeba liczyć dodatkowe dwie godziny. To znacznie obciąża piece i ich możliwości. 

Jak donosi o2, podobne problemy zarejestrowano m.in. w Niemczech i w Austrii. Zanotowano przypadki, gdy w trakcie palenia osoby otyłej z komina strzelały płomienie, a urządzenia zaczęły się topić. Innym razem w trakcie procesu kremowania kobiety ważącej 200 kg, doszło do pożaru. W Wielkiej Brytanii i Szwajcarii problem rozwiązano, montując specjalne duże piece do kremowania osób otyłych.