Historię 5-latki opisała dziennikarka "Gazety Wyborczej". Usłyszała ją od lekarza, który ratował umierającą dziewczynkę. Jak pisze red. Judyta Watoła, gdy rodzice 5-latki zorientowali się, co połknęła ich córka, natychmiast zawieźli ją do szpitala. W placówce znajdował się oddział pediatryczny, więc dziewczynka powinna być otoczona odpowiednią opieka medyczną. Jednak coś lub ktoś zawiódł. 

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", lekarze postanowili zaczekać, aż 5-latka wydali baterię z kałem. I to był największy błąd. Jej stan z godziny na godzinę pogarszał się. Zaczęła wymiotować i bolał ją brzuch. W poniedziałek z jej ust polała się krew. Dopiero w tamtym momencie podjęto decyzję o przewiezieniu chorej dziewczynki do specjalistycznego szpitala dziecięcego.

Niestety, jej stan był dramatyczny. Lekarze próbowali robić co w ich mocy, ale 5-latka miała już przepalony przełyk i aortę. Mimo starań lekarzy dziewczynka zmarła. Bateria spowodowała, że na styku aorty i przełyku powstała dziura, która odcięła mózg od tlenu.