Parafianka kościoła kościoła Holy Redeemer w Slough w Berkshire przez lata uprawiała ten sam proceder twierdząc, że robi to z chrześcijańskiego obowiązku.

Kobieta była obecna przy chyba niemal każdym możliwym parafialnym pochówku. Może nie byłoby w tym problemu, gdyby nie fakt, że kobieta bez żadnego zaproszenia udawała się potem z resztą żałobników na stypy organizowane po pochówku, gdzie bez skrępowania korzystała z zawartości bufetu.

Lata mijały, a kobieta robiła, co chciała. Doszło nawet do tego, że najzwyczajniej pod słońcem prowadziła swobodne rozmowy z innymi żałobnikami.

W końcu nakryła ją na gorącym uczynku Margaret Whitehead, która organizowała pogrzeb swojej 42-letniej córki, Catherine. Kiedy zorientowała się, co się dzieje, była oburzona. Tym bardziej, że nieznajomej udało się nakłonić jej syna Kevina, by podwiózł ją na konsolację z kościoła – podaje The Sun.

Na początku matka zmarłej była przekonana, że nieznajoma jest po prostu koleżanką z pracy jej córki. W pewnym momencie kobiety zaczęły nawet ze sobą rozmawiać i właśnie wtedy prawda wyszła na jaw.

Niezaproszona przez nikogo, powiedziała pani Whitehead, że pracowały razem z Catherine jako kelnerki. Catherine nigdy nie wykonywała tego zawodu.

Pani Whitehead zauważyła też, że niechciany gość zajada z bufetu, jakby jutro miało nie nadejść. Na sam koniec kobieta wyciągnęła pudełko, nałożyła sobie jedzenie i odjechała na rowerze. Nic dziwnego, że pogrążona w żałobie matka poczuła się zbulwersowana całą sprawą, a historia została nagłośniona w mediach.  

W końcu okazało się również, że ksiądz Noah Connolly zauważył ten proceder, kiedy tylko zjawił się w parafii, czyli 14 lat temu - podaje dziennik Mirror. Duchowny mówi też, że nie może jej przed tym powstrzymać. Trudno mu po prostu zakazać jej chodzenia na pogrzeby.