Minęło półtora roku, odkąd za sprawą wniosku zgłoszonego do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa przez łódzką inicjatywę społeczną EL 00000 Zmotoryzowani Mieszkańcy Łodzi", powrócił temat objęcia rowerzystów obowiązkowym ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej. Do tej pory nic się nie zmieniło, obowiązku posiadania ubezpieczenia nadal nie ma i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić w tej kadencji.

Wnioskodawcy przekonywali, że obowiązkowe OC poprawi bezpieczeństw na drogach, będzie miało funkcję edukacyjną oraz będzie dla rowerzystów sygnałem, że poruszanie się po drogach to nie zabawa, jak to jest obecnie lansowane. Ich zdaniem nieuzasadnione jest zrównanie rowerzystów z pieszymi, bo stwarzają znacznie większe zagrożenie.

W dyskusji o zasadności objęcia rowerzystów OC nie można oprzeć się na przykładzie innych państw, gdyż jedynym krajem europejskim, w którym ono obowiązuje, jest Dania – i to nie dlatego, że duński ustawodawca uznał, że to będzie racjonalne. Powód jest taki, że każdy Duńczyk jest objęty takim ubezpieczeniem. Stąd ubezpieczeni są również rowerzyści.

Typowe obowiązkowe OC obowiązywało do 2012 r. w Szwajcarii, ale władze tego kraju ostatecznie wycofały się z tego pomysłu, argumentując to m.in. zbyt dużymi kosztami egzekwowania tego przepisu oraz małą skutecznością.

Brak obowiązkowego OC nie oznacza, że w razie wypadku spowodowanego przez rowerzystę, kierowca nie otrzyma odszkodowania. Z pomocą przychodzą ogólne zasady prawa cywilnego, a konkretnie przepis art. 415 Kodeksu cywilnego. Mówi on o tym, że "Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. Rowerzyści odpowiadają więc za wyrządzoną szkodę całym swoim majątkiem.

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by rowerzyści wykupili dobrowolne ubezpieczenie.

MF: To rowerzyści są narażeni na niebezpieczeństwo na drodze

Już w 2013 r. Ministerstwo Finansów pochyliło się nad pytaniem o zasadność wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia dla rowerzystów. W odpowiedzi na interpelację resort wyjaśnił, że "ubezpieczenie obowiązkowe to wyjątkowy instrument, a jego wykorzystanie musi być uzasadnione ochroną wartości szczególnie mocno zagrożonych".

Dalej wytłumaczono, że dla wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia OC rowerzystów należałoby udowodnić, że rowerzyści - w porównaniu do innych, nieubezpieczonych i niezmotoryzowanych uczestników ruchu drogowego, np. pieszych - stwarzają szczególnie wysokie ryzyko wyrządzenia szkody innym osobom. Tymczasem jest przeciwnie - ryzyko wyrządzenia znacznej szkody przez rowerzystów jest znikome, a co najmniej o wiele mniejsze niż przez posiadaczy pojazdów mechanicznych.

To właśnie rowerzyści (obok pieszych) uważani są za najbardziej narażonych na szkody uczestników ruchu drogowego. I to właśnie oni, jako ewentualnie poszkodowane osoby trzecie, są chronieni przez obowiązkowe ubezpieczenie OC posiadaczy pojazdów mechanicznych.

Czy społeczeństwo zrozumie?

O ile wprowadzenie obowiązku ubezpieczenia może być stosunkowo łatwe, to egzekwowanie wykonania tego obowiązku byłoby już bardzo trudne. To by powodowało, że przepis byłby martwy. Podstawowa trudność wiąże się z kontrolą, czy każdy rowerzysta zawarł umowę z firma ubezpieczeniową. "W praktyce jest to niewykonalne, biorąc pod uwagę fakt, że rowery - w przeciwieństwie do pojazdów mechanicznych - są znacznie częściej przedmiotem obrotu pod postacią sprzedaży, użyczenia czy darowizny. Dodatkowo można zauważyć, że potencjalnym rowerzystą może być każdy obywatel - osoby dorosłe, młodzież, a nawet dzieci" – czytamy w odpowiedzi na interpelację.

Ministerstwo było zdania, że wprowadzenie obowiązkowej polisy nie znajdzie akceptacji społecznej. Ponadto większość użytkowników korzysta z roweru tylko przez część roku – w przeciwieństwie do posiadaczy samochodów, które są wykorzystywane przez cały rok, niezależnie od warunków pogodowych, wobec czego rowerzyści musieliby płacić także za czas, kiedy w ogóle nie planują jeździć na rowerze.

- W związku z faktem, że na każdym ciążyłby obowiązek zawarcia umowy ubezpieczenia OC, nałożenie takiego obowiązku potraktowane by zostało jako wprowadzenie nowego, dodatkowego podatku – konkluduje Ministerstwo Finansów.