Okazuje się, że już 30 lat minęło od momentu, gdy Luke wygrał z rakiem. W wywiadzie z Daily Mail opowiedział o traumie i trudnościach, jakich doświadczył w dzieciństwie. Wtedy na skutek choroby stracił oko. 

Mężczyzna myślał, że jego koszmar dobiegł końca, bo przecież wyzdrowiał. Luke założył rodzinę i urodziła mu się dwójka dzieci, syn Eli i córka Harper. Niestety szybko okazało się, że dzieci są nosicielami tej samej choroby, którą przeszedł w dzieciństwie ich ojciec. Luke nigdy nie zastanawiał się nad tym, co się stanie, jeśli jego dzieci odziedziczą raka. Załamany tata wspomina: "zanim moja żona zaszła w ciążę, nigdy nie zastanawialiśmy się, jaki wpływ na dzieci, może mieć moja choroba". 

Gdy syn Luka, Eli, miał 4 miesiące, na jego oku pojawiła się dziwna zmiana, jakby plamka. Lekarz już po wstępnych badaniach wiedział, że to siatkówczak. Rodzice byli zrozpaczeni, nie spodziewali się kolejnego ciosu od życia. Później na świecie pojawiła się ich córka, Harper. Po tygodniu od jej urodzenia, w szpitalu przeprowadzono testy genetyczne. Niestety, okazało się, że dziewczynka choruje dokładnie na to samo. Już 12 dniach po przyjściu na świat Harper otrzymała pierwszą chemioterapię. Następne pół roku była pod baczną obserwacją lekarzy.  

Tata maluchów uważa, że gdyby nie szybka i zdecydowana reakcja lekarzy oraz opieka, jaką otoczyli jego dzieci, to dzisiaj nie cieszyłby się ze zdrowych i wspaniałych pociech. W ramach wdzięczności za pomoc, Luke zebrał na szpital dziecięcy 30 tysięcy dolarów. Teraz aktywnie angażuje się w podobne akcje, a także udziela się charytatywnie.