Josh Marshall mieszka ze swoją rodziną w stanie Kansas w USA. W marcu ubiegłego roku on i jego żona usłyszeli coś, czego nie życzymy żadnym rodzicom. Ich ośmioletni syn Gabriel miał złośliwego guza mózgu. Na szczęście guz nadawał się do usunięcia, ale dla chłopca wielką traumą było to, co się stało po szczęśliwie zakończonej operacji.

Josh Marshall postanowił w oryginalny i wzruszający sposób wesprzeć swojego synka, który ma na głowie dużą bliznę po operacji. Mężczyzna ogolił głowę na zero i zrobił sobie tatuaż, wyglądający tak samo, jak pamiątka dziecka po operacji.

Patrzenie jak dziecko choruje na raka jest niezwykle przykrym doświadczeniem. Słowa to za mało, by opisać, co czuje rodzic: żal, złość, bezradność.

Oprócz ciężkiej choroby, skutków ubocznych leczenia, mali pacjenci muszą się mierzyć również z odbiorem otoczenia, zbyt długim przypatrywaniem się ich zmienionej aparycji, nieprzyjemnymi gestami, minami. Czują się „inni”, „odtrąceni”. Na każdym kroku przypomina się im o chorobie.

Nie dziwi zatem, że rodzice i najbliżsi często wspierają swoje dzieci w chorobie, na przykład decydując się na ogolenie głów, gdy maluchowi zaczynają wypadać włosy z powodu chemii. To co zrobił Josh Marshall, który usłyszał od synka, że „czuje się jak potwór”, jest czymś niesamowitym.

Gabriel zwierzył się ojcu, że czuje się bardzo skrępowany, gdy inni na niego patrzą i nie lubi swojego nowego odbicia w lustrze. Jego tata powiedział, że „to złamało mu serce” i kazał zrobić coś, co pomoże odbudować pewność siebie dziecka. Zdecydował, że jeśli inni mają patrzeć na jego synka, to niech patrzą na nich obu.

Udał się do studium tatuażu i wykonał taką samą szramę na skórze, jak ma jego syn. Ojciec dziecka powiedział, że zrobił to, bo bardzo kocha Gabriela i nie chce, by dziecko cierpiało. Tym gestem pragnie wspierać syna w walce z chorobą.

Swoje zdjęcie z synem wrzucił na portal społecznościowy. Internauci natychmiast je podchwycili i z całego świata popłynęły wyrazy wsparcia i szacunku dla ojca i syna.