Przez cztery lata grała w serialu, dostawała po 3 tys. zł za jeden dzień na planie zdjęciowym. Dzięki "M jak miłość" stała się sławna, a jednak od jakiegoś czasu gardzi tym, co robiła, i sześciomilionową rzeszą fanów. - Mam dosyć takiego tempa pracy i rutyny, która w tę pracę wkradła się niepostrzeżenie. Czuję, że to dla mnie nie jest dobre - wyznała, kiedy ogłosiła, że odchodzi z hitowej produkcji TVP. Zaznaczała, że decyzja nie była trudna.

Ostatnie odcinki z udziałem aktorki oglądamy właśnie teraz. Serialowa Ala zdradziła swojego męża (Rafał Mroczek, 35 l.) i zaszła w ciążę z kochankiem. Twórcy zdecydowali, że jej bohaterka nie wróci do Polski. I właśnie ta część scenariusza bardzo rozemocjonowała widzów. Snują oni przypuszczenia co do ewentualnego jej powrotu i co oczywiste oceniają postać filmową. To jednak tak zirytowało Olgę, że postanowiła ponownie wkroczyć do akcji i. zaatakować fanów.

"Mam na imię Olga, a nie Ala, na nazwisko mam Frycz, a nie Zduńska, nie mam córki Basi i nie mam też męża o imieniu Paweł. Części z Was, drodzy Państwo, wszystko się popitoliło. Serial to serial, a życie to życie... i co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Nie wysyłajcie mi proszę wiadomości z gratulacjami o ciąży, bo w ciąży nie jestem" - napisała w internecie. Po takich wpisach scenarzyści prędzej uśmiercą jej postać, niż po latach pozwolą wrócić na plan.