- 26 października przyszedł do mnie syn poszukiwanego, pan Paweł Figiel. Opowiedział mi całą historię, zostawił czapkę ojca i koszulę, i poprosił o pomoc - opowiada w Krzysztof Jackowski. - Skoncentrowałem się i najpierw w swojej wizji zobaczyłem mężczyznę na cmentarzu w towarzystwie dwóch kobiet. Dowiedziałem się, że były nimi żona pana Mariana Grzegorza i jej siostra. Następnie widziałem wyraźnie, jak poszukiwany wychodzi z cmentarza, by po kilku minutach zdecydować się na powrót. Chwilę później upadł między płytami nagrobnymi, kamieniami rozrzuconymi gdzieś bezładnie, a nie na terenie samego cmentarza.

Jasnowidz Krzysztof Jackowski natychmiast postanowił zawęzić obszar poszukiwań zaginionego. Według niego pan Marian Grzegorz Figiel szedł ulicą św. Wincentego, która ciągnie się wzdłuż wschodnich murów Cmentarza Bródnowskiego, a potem skręcił w ulicę Podobną, która wpada w Rzeszowską i tam, na tym odcinku, najprawdopodobniej doszło do tragedii. Z mapą w rękach Paweł Figiel udał się w towarzystwie swojego przyjaciela we wskazane przez jasnowidza miejsce.

Krzysztof Jackowski: - Po dosłownie 30 minutach zadzwonił do mnie pan Paweł z informacją, że znalazł ciało swojego ojca. Od początku mówiłem, że zaginiony na pewno już nie żyje, ale byłem pewien, że śmierć nastąpiła w dniu jego zaginięcia, czyli 16 października.

Syn zaginionego 79-latka postanowił zwrócić się do jasnowidza, gdy poszukiwania z pomocą warszawskiej policji i Fundacji Itaka nie przyniosły żadnego rezultatu. - Zgłosiłem się do pana Krzysztofa, ponieważ kontakt z nim polecił mi mój przyjaciel. Dziś nie żałuję, bo nareszcie odnaleźliśmy ciało ojca. Teraz już wszystko jest jasne. Jak sobie pomyślę, że przez kilkanaście dni leżał martwy i nikt go nie zauważył, a przecież w tamtej okolicy codziennie kręci się mnóstwo osób, to serce mi się kraje - przyznaje Fakt24 Paweł Figiel. - Zresztą ja też prowadziłem tam poszukiwania. Co więcej, byliśmy w odległości ok. 30 metrów od miejsca, gdzie leżał mój nieżyjący ojciec. A mimo to go nie zauważyłem.

Jaka była przyczyna śmierci 79-latka? - Nie jest ona jeszcze znana. Widziałem twarz ojca i wiem, że przed śmiercią nikt go nie pobił. Najprawdopodobniej zasłabł, upadł, może upadając uderzył się w tył głowy. Ale czy to była bezpośrednia przyczyna śmierci? Sekcja ostatecznie to wyjaśni - kończy Paweł Figiel.