Komornik może zająć każda rzecz, która znajduje się w posiadaniu dłużnika - nawet, jeśli to nie on jest właścicielem (East News, Fot: Wojciech Olkusnik)

W naszym kraju działa ponad 1,6 tys. komorników. Nie jest to zawód darzony największą estymą, choć ocena oczywiście zależy od tego, czy zetknęliśmy się z nim jako wierzyciel, czy dłużnik. Ci drudzy, co nie dziwi, przypisują komornikom wyrachowanie i działanie na granicy prawa. Ludzie nie zawsze rozumieją też, na czym polega egzekucja. Sprzeciw – słuszny lub nie, budzi uprawnienie komornika do zajęcia przedmiotów, które znajdują się w posiadaniu dłużnika, ale nie stanowią jego własności. Nie ma tu pomyłki: komornik może zająć laptop czy dowolny inny sprzęt, który dłużnik pożyczył od członka rodziny, a samo zakrzyknięcie przez dłużnika, że "tego zajmować nie wolno, bo to nie moje!” nie powstrzyma komornika.

Zanim poradzimy, co prawowity właściciel rzeczy może zrobić w tak niecodziennej sytuacji, wyjaśnimy, na jakiej podstawie komornik w ogóle może wykonywać swoje działania.

Wierzyciel decyduje o tym, jak będzie prowadzona egzekucja

Aby przystąpić do egzekucji, komornik musi dysponować wyrokiem sądu z klauzulą wykonalności. Jest to jedna z cech, które odróżniają go od windykatora, któremu do podjęcia działań wystarczy pełnomocnictwo wierzyciela (choć inna sprawa, że i zakres ich uprawnień jest zupełnie inny: windykator nie może dokonywać zajęcia, a jedynie przypomina dłużnikowi o konieczności zapłaty).

Jeśli dłużnik nie jest skłonny sam wykonać orzeczenia sądowego, wierzyciel ma prawo złożyć wniosek do komornika, by ten przeprowadził egzekucję. Wiąże się to z dodatkowymi kosztami dla dłużnika, bo komornik "dolicza" różne opłaty za przeprowadzenie swoich działań.

Komornik nie wyciągnie poduszki spod głowy

Komornik może zająć ruchomości, które znajdują się we władaniu dłużnika. Nie wolno zająć narzędzi niezbędnych dłużnikowi do pracy zarobkowej (wyjątkiem są tu pojazdy mechaniczne), przedmiotów urządzenia domowego, czyli np. pościeli i ubrań, przedmiotów służących do wykonywania praktyk religijnych, zapasów żywności i opału.

W praktyce komornik zajmuje rzeczy wartościowe: sprzęt agd, biżuterię. Wbrew temu, co widzimy w filmach, zajęcie nie polega na wyniesieniu rzeczy z mieszkania, a na umieszczeniu "znaków zajęcia" na wybranych przedmiotach. W przyszłości rzeczy te zostaną, zgodnie z wolą wierzyciela, zlicytowane lub sprzedane w formie komisowej, ale do tego czasu znajdują się u dłużnika.

To nic, że laptop brata, a samochód sąsiadki

Jedno zdanie powinno wyraźnie zwrócić uwagę dłużnika: "komornik może zająć rzecz, z której dłużnik korzysta". Jak należy to rozumieć?

Komornik nie bada tytułu prawnego, jaki dłużnik ma wobec rzeczy. Nie sprawdza, czy rower, który stoi pod domem dłużnika, jest jego własnością czy też został pożyczony. Ustala tylko, czy dłużnik włada daną rzeczą. Rower znajduje się na jego podwórku? Warunek został spełniony.

Komornik wpisuje zajętą ruchomości do protokołu zajęcia i podpisuje się pod nim. Jeżeli dłużnik jest obecny przy zajęciu rzeczy, powinien poinformować komornika o tym, że dana rzecz nie jest jego własnością i podać mu dane ich właścicieli. Odbieranie rzeczy i wykrzykiwanie, że to pomyłka, a rzecz jest pożyczona, nie przyniesie pożądanego skutku.

Jeżeli dłużnika przy zajęciu nie było (nic nie stoi na przeszkodzie, by komornik prowadził działania pod jego nieobecność), powinien poinformować komornika o tym, kto jest prawowitym właścicielem rzeczy niezwłocznie po tym, jak dostanie protokół zajęcia.

Właściciel rzeczy musi działać, by ją odzyskać

Choć właściciel rzeczy został bez swojej woli "wmanewrowany" w nieprzyjemną sytuację, to osobiście musi podjąć działania, by odzyskać swoją własność. Nie wystarczy jednak telefon do komornika ani nawet pokazanie mu paragonu na dowód, że jest właścicielem.

Komornik działa na wniosek wierzyciela i tak naprawdę wykonuje tylko jego decyzje. Właściciel rzeczy może zatem skontaktować się z wierzycielem i poprosić go o zwolnienie danej rzeczy spod egzekucji. Może również wystąpić do sądu z powództwem przeciwegzekucyjnym i żądać zwolnienia zajętego przedmiotu, powołując się przy tym na naruszenie swojego prawa. Musi się spieszyć, bo na wniesienie powództwa ma miesiąc od dnia, w którym dowiedział się o zajęciu.

Tylko właścicielowi zajętej rzeczy przysługuje prawo do wystąpienia do sądu. W jego imieniu nie może tego zrobić dłużnik. Pozwanym będzie wierzyciel. Jeśli sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, bo dłużnik zaprzecza, by zajęta rzecz należała do innej osoby (co jest mu na rękę, gdyż na poczet jego długu został zajęty cudzy przedmiot), właściciel kieruje pozew przeciwko wierzycielowi i dłużnikowi.

Media od czasu do czasu opisują historie ludzi, którzy pożyczyli coś znajomemu (najczęściej jest to samochód) albo zostawili coś w jego mieszkaniu i swojej własności już nie odzyskali, bo komornik zajął ją na poczet długu. Przykładowo, w 2015 r. rodzina z Mazowsza pożyczyła znajomemu samochód. Pojechał on do kancelarii komorniczej, by porozmawiać o swojej sprawie – i z kancelarii wrócił już pieszo. Komornik zajął stojący na parkingu samochód. Właściciele natychmiast dowieźli komornikowi umowę kupna auta, pokazali też dowód rejestracyjny, z którego jasno wynikało, że dłużnik nie jest nawet współwłaścicielem auta.

Komornik nie popełnił błędu

Nic nie ugrali, bo rzecz raz zajęta nie może być zwolniona "od ręki". Komornik nie naruszył zresztą prawa – zajął przecież pojazd, który znajdował się we władaniu dłużnika.

Skoro czas na złożenie powództwa jest ograniczony do miesiąca, szkoda go na składanie skargi na czynności komornika. Wprawdzie większość osób w pierwszej chwili pomyślałaby, że to właściwa metoda walki, lecz to błędne rozumowanie. Po pierwsze komornik nie naruszył prawa, zajmując cudzą rzecz, która znajdowała się w dyspozycji dłużnika, po drugie – komornik, nawet przy dużej dozie dobrej woli, nie może sam z siebie zwolnić rzeczy z egzekucji.

Aby zwiększyć swoje szanse na wygraną w sądzie, właściciel rzeczy powinien przedłożyć jak najwięcej dowodów potwierdzających, że zajęta rzecz naprawdę do niego należy. W przypadku samochodu będzie to łatwe, bo umowa kupna oraz kopia dowodu rejestracyjnego są wystarczające. Gorzej w przypadku sprzętu rtv, roweru czy jakiejkolwiek innej rzeczy, których dowody zakupu niekoniecznie trzyma się przez kilka lat po zakupie.

Jeśli właściciel nie dysponuje rachunkami, może powołać świadków, którzy potwierdzą, że rzeczywiście należą one do niego.