Jedyną możliwością zrzucenia z siebie balastu jest podzielenie się nim z innymi poprzez artyzm.

Co stało się z artystą?

Mirek urodził się w Świętochłowicach na Śląsku, choć jak w domu czuł się w Chorzowie. Gdy miał 6 lat, zmarła mu matka. Ojciec nie chciał opiekować się nim i rodzeństwem, zrobili to więc dziadkowie.

W jego życiu brakowało mamy. Nawet będąc dorosłym często ją wspominał.

Gdy miał 17 lat, natrafił na ogłoszenie studia muzycznego. Poznał tam Henryka Czicha, swojego przyszłego przyjaciela. Założyli razem Universe, zespół zainspirowany piosenką Beatlesów „Across the Universe”. Choć w latach 80-tych czas Beatelsów już przemijał, dla młodych artystów pozostali oni prawdziwymi idolami.

Duet odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Młodzieżowym Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki we Wrocławiu w 1983 roku. Chłopcy mogli tym samym wziąć udział w opolskim festiwalu Promocje, gdzie utwór „Mr Lenon” zajęła drugie miejsce na podium i trafiła do czołówki ówczesnych hitów.

W roku 1992 wygrali konkurs Premier dzięki piosence „Daj mi wreszcie święty spokój” na Festiwalu w Opolu. Za rok znów stanęli na podium, tym razem na trzecim miejscu.

Młodzi muzycy wówczas szybko stawali się sławni. Festiwal w Opolu zrodził wiele gwiazd, często przez jedną piosenkę. Niestety, nie tym razem..

Nie zapowiadało się, by Universe na długo zostali na szczycie. Branża muzyczna i krytycy ich odrzucali, radia bojkotowały, inni artyści także nie wyrażali się o nich zbyt pochlebnie. Patrząc pod kątem intratnych kontraktów, chłopcy nigdy się nie wybili.

Inaczej było ze słuchaczami. Publiczność zawsze ich uwielbiała, gdyż swoimi piosenkami trafiali prosto do jej serc.

Mirek bardzo cierpiał z powodu odrzucenia ich muzyki przez środowisko.

Nie poddał się jednak, tworzył swoją sztukę dalej. Sam sfinansował wydanie swojego solowego albumu „Kto Ci jeszcze wierzy”,do której naprawdę się przyłożył. Stwierdził, że jest to jego najbardziej osobista płyta, odsłonienie jego najciemniejszej strony.

Album został doceniony przez krytyków i pokochany przez wielu artystów. Nie zdobyła jednak zbytniego rozgłosu.

Choć chłopcy mieli wielki talent, nie szło to w parze z robieniem kariery.

Życie prywatne

Prywatnie również Mirkowi się nie układało. Odnosząc pierwsze sukcesy zakochał. Z największej fanki stała się jego żoną. Koledzy z pracy mieli mu za złe, że dziewczyna zabierała dużo jego czasu przeznaczonego na pracę nad muzyką. Wychodził wcześniej, opuszczał próby. To spowalniało całokształt pracy.

Od zawsze miał problemy z alkoholem. Dostrzegł problem, gdy pierwszy raz uderzył żonę. Właśnie wtedy poszedł na terapię i przestał pić. Jego małżeństwo jednak się skończyło. Lidka opuściła go, zostawiając tylko list. Dla Mirka była to największa porażka, z którą nigdy się nie pogodził - utrata żony i dwóch synów.

Po rozwodzie znów zaczął pić. Na zewnątrz nie było widać jego problemu. Tworzył, spełniał się muzycznie. Znalazł nawet nową kobietę.

Ciągnęło się za nim jednak pasmo porażek w różnych obszarach życia. Uważał, że przegrał - tak w życiu osobistym, jak i w artystycznym.

W 2006 roku miał problem poważną kontuzją kolana. Niedługo potem zdiagnozowano u niego nowotwór krtani.

Bliskie mu osoby nie dostrzegały jego depresji, alkoholizmu i myśli samobójczych. Nikt nawet o tym nie wiedział...

Czy naprawdę chciał umrzeć?

Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Oczekując operacji kolana, wyszedł ze szpitala na przepustkę. Na forum zespołu napisał:

Brał bardzo mocne leki przeciwbólowe łącząc je z alkoholem, co prawdopodobnie nasiliło stany depresyjne i bardzo wpłynęło na ostateczną decyzję. Wszystko to poskutkowało tym, że 2 listopada 2007 roku Mirek Breguła popełnił samobójstwo - powiesił się na klatce schodowej przed swoim mieszkaniem.

Dlaczego na klatce? Być może do ostatniej chwili liczył na to, że ktoś go powstrzyma.

Całości jego listu pożegnalnego nigdy nie podano do mediów publicznych. Podobno dużo pisał o swojej byłej żonie i dwóch synach, tak twierdziła jego siostra.

Przepraszam – to najgłupsze słowo, jakie mogę napisać. Przepraszam, nie chciałem tak żyć…

Na pogrzeb Mirka przybyło 5 tysięcy osób. Z czerwonych róż, które rzucali na jego grób fani, powstał trzymetrowy stos.

Na nagrobku wyryto fragmenty jego utworów:

Tylko tam
otulony ciszą wiem,
że Anioły słyszą mnie,
że się nie ma czego bać.

Mijam jak deszcz
już nie boli prawie nic
nie chcę już biec
bo naprawdę nie mam sił…

nie czuję nic, nie boje się
i wiem już, że jestem
przejrzystym powietrzem…

Prawdziwy wrażliwiec. Kochany i jednocześnie samotny. Czyż to nie paradoks?

W tym roku 2 listopada mamy dziesiątą rocznica śmierci Mirka. Fani do dzisiaj zapalają mu znicze i przynoszą kwiaty. Oby tam było mu lepiej niż tutaj...

Możemy jedynie podziwiać i próbować zrozumieć człowieka, który całego siebie wyraził poprzez swoją muzykę. Jego artystyczny dorobek to ponad 150 piosenek na 13 płytach, z których większość mogła być wielkimi hitami. Dzielił się ze słuchaczami swoją artystyczną duszą - w momentach przemyśleń i refleksji warto zapoznać się z jego piękną twórczością.

Podziel się wspomnieniami ze spotkania z muzyką Mirka Breguły.


Źródło i fotografie: UNIVERSE.PL, FORUM UNIVERSE, MUZYKA.INTERIA, DZIENNIKZACHODNI