To jest choroba do końca życia - zdaje sobie sprawę Rusin.

Według jej osobistych doświadczeń i obserwacji, za tak dużą zachorowalności na Hashimoto odpowiada wszechobecna chemia. Dziennikarka zachęca kobiety, zwłaszcza te po 50-tce, do zmiany nawyków żywieniowych, a przede wszystkim rezygnacji z chemii, mięsa i mleka.

To są wszystko bardzo niezdrowe rzeczy - mówi.

Jestem osobą bardzo dociekliwą. Chodziłam do różnych klinik, pytałam lekarzy, robiłam research. Szukałam w internecie bardzo dużo informacji. Ułożyłam sobie swój własny jadłospis, własne dania. 

Widocznymi objawami choroby Hashimoto są m.in. obrzmienie twarzy, suchość skóry, zmęczenie i wypadanie włosów, jednak po Kindze Rusin kompletnie tego nie widać. Wręcz przeciwnie, gwiazda prezentuje się nadzwyczaj promiennie i świeżo. Czy to zasługa odpowiednio skonstruowanej diety? Prezenterka nie ma złudzeń...

Nie to, że ta dieta zmienia moje rysy twarzy, to na pewno nie. Natomiast daje mi strasznie dużo energii, dobrego samopoczucia.

Przy okazji prostuje plotki, że wyleczyła się dzięki diecie.

Ja się nie wyleczyłam z Hashimoto dietą. Jestem po prostu pod opieką dobrych endokrynologów, mam dobrze ustawione lekarstwa.

Niestety, niedoczynność tarczycy nie jest chorobą, którą można wyleczyć. Tarczyca nie będzie dobrze działać, jeżeli jest zniszczona. Trzeba dobrze ustawić hormony - mówi.

Żeby wrócić do prawidłowego poziomu energetycznego, do dobrego wyglądu, do chęci żeby żyć, to zajęło mi naprawdę dobrych parę lat. To nie jest tak, że przestałam jeść mięso, zaczęłam się ruszać i nagle się dobrze poczułam.

Zmieniłam bardzo wiele rzeczy, dietę zmieniłam radykalnie. Wykluczyłam całkowicie to, co mogłam z chemii z mojego życia: środki czystości, proszki do prania, przede wszystkim kosmetyki. I tak powoli wydaje mi się, że łapię równowagę.

Przypomnijmy, że na chorobę Hashimoto cierpią także Kayah, Maffashion, Karolina Szostak, Monika Pyrek i modelka Marta Dyks.