Pewnego dnia Michelle odebrała telefon od zaniepokojonego starszego pana, który przez prawie cały dzień słyszał rozpaczliwe szczekanie. Postanowił zadzwonić po pomoc, a Michelle od razu pojechała to sprawdzić.

Jak na złość, gdy przyjechała, pies ucichł, postanowiła jednak go odszukać. W końcu w pobliskich krzakach dostrzegła małą sunię.

Co najwyżej pięcioletnia suczka rasy shih tzu nie chciała wyjść z krzaków. Co więcej, uparcie wracała po Michelle i próbowała gdzieś ją zaprowadzić…

Okazało się, że sunia opiekowała się maleńkim kotkiem! Gdy tylko położyła się obok niego, kociak przytulił się do niej i zaczął ssać. Wyobraźcie sobie, że mała shih tzu karmiła go!

Michelle natychmiast zabrała oboje do centrum opieki nad zwierzętami.

Na miejscu weterynarz stwierdził, że suczka przeszła ciążę urojoną i jej organizm zaczął produkować mleko. Dlatego mogła utrzymać kotka przy życiu.

Najwyraźniej sunia miała jednak za mało mleka, by sprostać zadaniu i szczekając postanowiła poszukać pomocy.

Teraz nietypowa mama i córeczka są już pod troskliwą opieką weterynarza.

Dla pracowników schroniska jest oczywiste, że ta urocza para zostanie oddana do adopcji, ale tylko pod warunkiem, że ktoś przygarnie razem jedno i drugie!

Nikt nie wyobraża sobie rozdzielenia tej dwójki, która tak dzielnie wspierała się w trudnych chwilach.

Ta historia, to kolejny przykład na to, że ludzie mogą się jeszcze wiele nauczyć od zwierząt.