W jeden z ostatnich upalnych czwartków okazało się, że z powodu remontu/upału/awarii (niepotrzebne skreślić) sieci tramwajów muszę w temperaturze niemal 40 stopni w pełnym stroju służbowym przespacerować się z półtora kilometra, by dojść do jedynego przystanku z którego odjeżdżał tramwaj w kierunku mojego domu. Nic dziwnego, że w takich okolicznościach przyrody idealną trasą okazały się zacienione uliczki na krakowskim Nowym Świecie. A idealnym miejscem na przerwę księgarnia z importowanymi książkami ”Massolit”, która oprócz tego, że są w niej książki znajduje się w kamienicy i jest w niej… po prostu chłodno.

Niestety moje nadzieje na ochłodę spełzły na niczym. Natychmiast wypatrzyłem pozycję Roberta Heilbronera pt. ”The Future as History”. Na sam jej widok zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco. Nazwisko autora znałem już wcześniej. Zwróciłem na niego uwagę, gdy kiedyś interesowałem się Malthusem i okazało się, że Heilbronera cytuje się w co drugim przypisie w większości opracowań historii myśli ekonomicznej. Postanowiłem wówczas pogrzebać co zacz i dowiedziałem się, że jego książka pt. ”The Wordly Philosophers” - to jeden z największych bestsellerów akademickich w USA. Sprzedało się jej ponad cztery miliony egzemplarzy. Robi wrażenie, prawda? Przy okazji dowiedziałem się też, że przynamniej połowa książek noszących szumne miano ”syntez historii myśli ekonomicznej” to nic innego, jak tylko jej sprytne parafrazy.

Jak sprawdziły się przepowiednie z epoki bomby atomowej?

W każdym razie ”The Future as History” ma jeden dodatkowy smaczek. Helibroner napisał ją w 1959 roku. Zatem nadarzyła się okazja, żeby sprawdzić prognozy wybitnego historyka (co prawda głównie historyka myśli ekonomicznej, ale nie ma co dzielić włosa na czworo) na temat przyszłości. Czy mógłbym z niej nie skorzystać? Bo jeśli jakiś historyk mówi wam, że przyszłość go nie interesuje, bo tak jest zanurzony w przeszłości to albo klepie wyuczoną formułkę, albo nie mówi prawdy. Historycy uwielbiają przyszłość. Historia alternatywna jest co prawda ”nieprofesjonalna”, a pytanie ”co by było gdyby” brutalnie ruguje się z akademickich dyskusji, ale nikogo to nie powstrzymuje przed jego ciągłym (nawet jeśli pokątnym) zadawaniem.

Metoda, którą zastosował Heilbroner nie jest specjalnie wyszukana. Po wybitnym naukowcu spodziewalibyśmy się pewnie jakichś piętrowych metodologii, specjalnych analitycznych modeli itp. Tymczasem autor swoje prognozy oparł o wyliczankę historycznych ”sił” i ”prądów”, takich jak ”wpływ bomby atomowej”, ”wpływ kompleksu militarno-przemysłowego”, ”przebudzenie świata kolonialnego” czy ”historyczna rola komunizmu” i analizę ich najbardziej prawdopodobnej manifestacji w nieodległej przyszłości. Na tej podstawie sformułował (mniej lub bardziej konkretnie) sześć prognoz.

Po pierwsze: Rozwój nowych technologii wojskowych (konkretnie bomby atomowej) wyklucza militarną rozprawę z problemem ”komunizmu”. Zatem konflikt rozstrzygnie się na ”historycznych” polach polityki, gospodarki, technologii i ideologii.

Czy trafione? W stu procentach. Problem ”komunizmu” rozstrzygnął się wielkiej ideologiczno-gospodarczej rywalizacji, która nie pozostawiła nikomu złudzeń, że system centralnego planowania jest o wiele mniej efektywny, niż wolnorynkowa gospodarka kapitalistyczna.

Po drugie: Obecny (z 1960 roku) układ tych historycznych sił w świecie wskazuje, ze na całym globie następuje ”przebudzenie” dotychczas ignorowanych czy wykorzystywanych narodów. Istnieje prawdopodobieństwo, że wiele z nich porzuci demokratyczne wartości na rzecz – najczęściej zapewne lewicowych czy lewicujących – autorytaryzmów. A Ameryka – ze względu na swój rozwój gospodarczy – stanie się dla tych krajów punktem skupienia frustracji i niechęci.

To technologia powoduje zmiany społeczne.

Czy trafione? Czy trzeba odpowiadać? Na szczęście są chlubne wyjątki od tej przepowiedni. Na przykład Indie. Ale generalnie prawie wszystkie kraje postkolonialne przeszły (lub jeszcze nie przeszły) przez okres bardziej lub mniej autorytarnej dyktatury. Pewnie da się policzyć ile z nich było lewicowych, a ile prawicowych. Ale ”na oko” sądzę, że jednak lewicowych było więcej.

Po trzecie: Także i zachodnie społeczeństwa będą oddalać się od kojarzonego z ”tradycyjnym” kapitalizmem leseferyzmu i w coraz większym stopniu budować ramy kojarzonego bardziej z socjalizmem planowania, ograniczając tym samym zakres oddziaływania nieuregulowanego rynku.

Czy trafione? Myślę, że każdy obywatel Unii Europejskiej uzna, że to słuszna przepowiednia. A już szczególnie jeśli mieszka w Szwecji.

Po czwarte: Ameryka powoli będzie odchodzić się od nostalgicznej idei społeczeństwa wolnych jednostek. Rozwój technologiczny będzie wymuszał przyrost instytucji ”wspierających” coraz bardziej podporządkowane jednostki. Obserwować będziemy rozrost aparatu biurokratycznego potrzebnego do sprawowania kontroli nad rozwijającą się infrastrukturą techniczną. Rozwój techniki zatem doprowadzi do wzrostu państwa opiekuńczego i wojskowej biurokracji.

Czy trafione? W roku 1959 amerykańska administracja federalna zatrudniała 1,8 miliona pracowników. Najwięcej po wojnie pracowników miała w roku 1985 – 2,252 miliona. Po sporej redukcji około roku 1991 obecnie liczba pracowników znów powoli rośnie i w zeszłym roku wyniosła 2,096 miliona. Pamiętajmy jednak, że ta statystyka nie obejmuje pracowników stanowych czy municypalnych. W sumie w USA na stanowiskach ”budżetowych” zatrudnionych jest ponad 20 milionów osób. Sądzę, że rozwój technologii ograniczył nieco tempo wzrostu zatrudnienia, natomiast bez wątpienia nie ograniczył zakresu działania współczesnych biurokracji, który jest nieporównanie większy, niż 60 lat temu.

Po piąte: Ameryka będzie musiała wypracować mechanizmy ograniczające swobodę działalności gospodarczej i wymuszającego dyscyplinę ekonomiczną, gdyż zwykłe mechanizmy kontroli rynkowej są osłabiane przez coraz szerzej rozpowszechniony dostatek.

Czy trafione? Diabeł tkwi w szczegółach przepowiedni. Będzie musiała nie znaczy, że to zrobi. Nie zrobiła i mieliśmy kryzys z roku 2008. Wśród jego przyczyn bardzo często wymienia się właśnie brak kontroli nad ważnymi dla społeczeństwa decyzjami, które podejmowano w instytucjach finansowych wyłącznie z chciwości.

Po szóste: Głównym amerykańskim kierunkiem ”historycznego ruchu” jest wzrost gospodarczy. Ten ślepy, niekontrolowany pęd nie zniknie i będzie główną przeszkodą, przed tym aby Ameryka efektywnie odpowiadała historycznym wyzwaniom, które przed nią się pojawią. Wymagałoby to zmian w strukturach władzy i społeczeństwa, które zapewne nie nastąpią. Zatem Ameryka będzie odpowiadać na ”historyczne” wyzwania nieefektywnie.

Wiele firm przenosi produkcję przemysłową do Chin.

Czy trafione? Właśnie z powodu krajowego pędu do wzrostu i poprawy komfortu życia Amerykanie nie potrafili znaleźć adekwatnych odpowiedzi na takie wyzwania, jak na przykład Wietnam czy rewolucja w Iranie, a później choćby Afganistan po zakończeniu sowieckiej okupacji. Można też zastawiać się czy decyzja (a raczej decyzja co, z tym fantem zrobić) o przeniesieniu ogromnych wolumenów produkcji przemysłowej do Chin też nie należy do takich nieefektywnych odpowiedzi na wyzwania historii.

Wygląda na to, że w sześciu na sześć przepowiedni autor trafił w dziesiątkę.

Czyli historycy powinni przepowiadać przyszłość?

No nie rozpędzajmy się. Trzeba zadać jeszcze jedno pytanie: Czy prognozy Heilbronera obejmują te najważniejsze zjawiska historyczne z jego przyszłości, a naszej przeszłości? Jeśli zastanowimy się w jakim zakresie różni się życie współczesnego człowieka od człowieka z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych to bez wątpienia wykrzykniemy jedno słowo: komputery! Czyżby więc jednak Popperowski ”gwóźdź do trumny” opartych o historię spekulacji dotyczących przyszłości dalej działał? Karl Popper pisał przecież, że każda spekulacja na temat przyszłości musi rozbić się o problem rozwoju nauki i technologii. Ten przyszły rozwój – rozumował – jest z definicji nieznany i niepoznawalny. A zatem i nieprzewidywalny.

Na szczęście osiem lat po napisaniu ”The Fututre as History” - Heilbroner opublikował esej pod intrygującym tytułem ”Czy maszyny tworzą historię?”. Zderzył tam ze sobą dwa poglądy. Jeden – jeśli prawdziwy wzmacniałby tylko pogląd Poppera – wyrażony został znanym cytatem z Marksa: ”Żarna dają nam społeczeństwo panów feudalnych, młyn parowy – społeczeństwo kapitalistów przemysłowych.” Innymi słowy to technologia (środki produkcji) powoduje zmiany społeczne. Zatem można historię wytłumaczyć technologicznym determinizmem. Drugi – do którego przyznaje się Heilbroner – to pogląd odwrotny, w którym rozwój technologia do pewnego stopnia jest pochodną procesów społecznych i można ją tłumaczyć procesami historycznymi. Nie będę tu przytaczał całego rozumowania Heilbronera, ale niech przykładem będzie maszyna parowa (aeolipile) skonstruowana przez Herona z Aleksandrii w I wieku n.e. Nie znalazła ona praktycznego zastosowania, bo ówczesne ”społeczeństwo” nie było na jej praktyczne zastosowanie gotowe.

Nie oznacza to, że nie może być i odwrotnie (że postęp technologiczny rozstrzyga o biegu historii), ale – pisze Heilbroner – to już problem naszej epoki historycznej. W kapitalizmie dominująca ideologia leseferyzmu ograniczała możliwość społecznej (państwowej?) kontroli nad wprowadzaniem na rynek nowych technologii, co nieraz miało zgubne skutki. Przypomnijmy sobie chociażby całą gamę radioaktywnych kosmetyków i przyrządów ”leczniczych”, sprzedawanych w okresie zaraz po jej odkryciu, gdy nie znano jeszcze negatywnych skutków dla zdrowia.

Co z tego wynika? Nie omieszkał nasz bohater sformułować kolejnej prognozy: Stoimy przed okresem przyspieszonej technologicznej zmiany. Na pewno będzie ona ewoluować w kierunku wywierania coraz większej presji na społeczeństwo coraz lepiej zorganizowane i poddane ściślejszej intencjonalnej kontroli. Nie wiemy, co jeszcze przyniesie Wiek Komputera (określenie Heilbronera – MG), ale pewne jest, że wpływ technologii na społeczeństwa przyszłości będzie coraz większy, dopóki nie zostaną wypracowane sposoby publicznej kontroli nad technologią o wiele bardziej sprawne od tych które obecne są dziś.

Czy to trafna projekcja? Zwróciliście uwagę na informację o ciasteczkach, w którą kliknęliście wchodząc na ten tekst? A jeśli czytacie ten tekst na smartfonie i często korzystacie z jego innych, niż telefonowanie funkcji to pewnie już macie pogląd dlaczego jego system operacyjny nazywa się ”android”, czyli z grubsza ”sztuczny człowiek”...

Robert Heilbroner i jedno z wydań ”The Future as History”.

O autorze: Maciej Gablankowski. Menedżer rynku wydawniczego, dyrektor oficyny Znak Horyzont wchodzącej w skład grupy wydawniczej SIW Znak. Z wykształcenia historyk i amerykanista.